kartki z pamiętnika

Lato nad Wigrami

Do Płociczna dojechaliśmy autostopem, dalej pieszo dotarliśmy do brzegu jeziora.  Na skraju lasu, w pobliżu wody rozbiliśmy nasz mały namiocik. Wokół nie było nikogo.

W pobliskiej wiosce wypożyczyliśmy starą drewnianą łódź wiosłową, od dziwnej, garbatej staruszki. Miecio zajmował się połowem ryb, ja zbiorem poziomek. Wędkarstwo nie było zupełnie moją pasją. Zdecydowanie brzydziło mnie nawlekanie robaków na haczyk, więc nawet się do tego nie brałam, ale to ja miałam kartę wędkarza. Łowienie ryb na jeziorach wymagało posiadania zezwolenia wydanego przez Związek Wędkarski, w postaci „karty wędkarskiej” (chyba tak się to wtedy nazywało).

Czytaj dalej