Jak niespodziewanie znalazłam się na Islandii. Relacje z pięknej podróży do „krainy ognia i lodu”.
Rett i Asia, serdeczni przyjaciele mojego brata, bratowej i moi, od dawna mieszkają w Waszyngtonie. Co roku przyjeżdżali do Polski i były radosne spotkania.
Tego lata Rett zauważył, że przelot z Waszyngtonu do Warszawy jest zbyt długi i męczący. Jednak żeby nie upadła tradycja naszych wakacyjnych spotkań, wpadł na pomysł spotkania w pół drogi. I tak 7 lipca, po 4 godzinach w samolocie, o 22:50, 51 minut przed zachodem słońca, Andrzejek, Żanetta i ja znaleźliśmy się na lotnisku Keflavík, u brzegów Islandii. Jeszcze tylko odebrać walizki i dojechać taksówką do Reykjaviku oddalonego od lotniska o 50 kilometrów.
Z okna taksówki obserwuję monotonny pejzaż i zachód słońca. Czerwono-złota kula powoli zbliża się do tafli oceanu, by 19 minut przed dwunastą zniknąć w jego wodach, ale nadal jest jasno. W Islandii jest to czas białych nocy.
Po godzinie tej taksówkowej podróży znajdujemy się w hotelu zarezerwowanym dla nas przez Asię. Ona z Rettem byli już wcześniej na Islandii parokrotnie i to ona opracowała cały program tej Islandzkiej sześciodniowej wspólnej eskapady. Rezerwacje hotelu na dwie pierwsze noce, wynajęcie samochodu i wynajęcie domu gdzieś w głębi wyspy.
* * *
Islandia, jedna z największych wysp Europy, o wielkości równej jednej trzeciej Polski, ma zaledwie około 360 tysięcy mieszkańców. Wynika z tego, że gdyby wszyscy jej mieszkańcy przyjechali do Warszawy, to prawie by się zmieścili w jednej piątej naszej stolicy.
Islandia to jedno z najmniej zaludnionych państw Europy. Gęstość zaludnienia wynosi tu około 3,4 osoby/km², podczas gdy w Polsce jest około 123 osób/km².
Islandia, „kraina ognia i lodu” – jedno z najbardziej aktywnych geologicznie miejsc
na Ziemi. To wyspa, gdzie wulkany, gejzery i trzęsienia ziemi współistnieją z lodowcami i surową, dziką przyrodą. Na Islandii znajduje się:
- około 200 wulkanów. Około 30 z nich uznawanych jest za aktywne. Część tych aktywnych znajduje się pod lodowcami,
- około 200 aktywnych gejzerów, choć większość z nich to niewielkie źródła termalne o ograniczonej aktywności,
- trzęsienia ziem – tygodniowo setki wstrząsów niewyczuwalnych, rocznie rejestrowane przez sejsmografy, kilka razy w roku silniejsze, a co kilka lat silne.
To nagromadzenie wszystkich tych zjawisk tektonicznych w Islandii wynika z położenia wyspy na Grzbiecie Śródatlantyckim – granicy między płytami tektonicznymi: północnoamerykańską i euroazjatycką. Ponadto pod wyspą znajduje się tak zwana gorąca plama.
Plama gorąca to źródło intensywnego ciepła, które powoduje topnienie skał i tworzenie magmy. Magma przebija się przez skorupę ziemską, tworząc wulkany. Plama gorąca podgrzewa również wody gruntowe, co stwarza warunki do powstawania gejzerów.
* * *
Następnego ranka o dziesiątej spotkaliśmy się z Asią i Rettem w niewielkiej kawiarence w pobliżu naszego hotelu. Tu przy kawie z croissantem zapadła decyzja: jedziemy do lodowca Snnefellsjokul.
Lodowiec Snnefellsjokul znajdujący się na półwyspie Snæfellsnes to warstwa lodu na wulkanie o wysokości 1446 m. Ostatnia erupcja tego wulkanu miała miejsce około roku 200 n.e. Lodowiec ten to jeden z najbardziej niezwykłych i tajemniczych punktów na mapie Islandii. Przyciąga podróżników, miłośników natury i miłośników zjawisk paranormalnych. Miejscowi wierzą, że góra emanuje tajemniczą energię. Legenda głosi, że do jej wnętrza wszedł Bárður Snæfellsás – pół człowiek, pół troll – i stał się jej opiekuenm.
* * *
Wsiedliśmy do wynajętego przez Asię białej KIA i wyruszyliśmy w kierunku półwyspu Snæfellsnes odległego od Reykjaviku ponad 200 kilometrów.
Po drodze przystanek – plaża Ytri Tunga, znana z możliwości obserwacji fok w ich naturalnym środowisku. Więc podchodzimy do brzegu i przyglądamy się z oddali wylegującym się w słońcu na wystających z wody kamieniach okrągokształtnym istotom.
Do lodowca nie udało nam się dojechać. Kręta, wąska droga wiodła stromo pod górę. Przed wjazdem na nią stala tablica z ostrzeżeniem: „Droga niebespieczna, jedziesz na własną odpowiedzialność”. Asia wyruszyła. Zaczynało zbierać się na deszcz. Asia jest wspaiałym kierowcą, ale to jednak nie wyglądało najlepiej i zdecydowaiśmy, że zawracamy.
Zatrzymaliśmy się w Londrangar, by oglądać wspaniałe formacje skalne. Dwa potężne bazaltowe filary wyglądają jak zamczysko wyrastające z oceanu otoczone klifami i polami lawowowymi. Wyższa wieża ma 75 metrów, niższa 61 metrów. To fragmenty dawnego krateru, który uległ erozji. Według islandzkich legend są to tereny należące do elfów.
Na lancz zatrzymaliśmy się w niewielkiej nadmorskiej wiosce Arnarstapi. Szczególną atrakcją Arnarstapi jest ogromna rzeźba wykonana z dużych, nieregularnych kamieni, usytuowana na wzgórzu przy brzegu oceanu. To Bárður Snæfellsás, który według podań zamieszkiwał w tych okolicach. Autorem tego dzieła jest Ragnar Kjartansson – jeden z najbardziej znanych islandzkich rzeźbiarzy.
Był to bardzo piękny, choć pochmurny dzień. Wieczorem kolacja w naszym hotelu, a jutro rankiem opuszczamy Reykjavik i przenosimy się do wynajętego domu.






















