kategorie

notatki z podróży

kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Boże Narodzenie w Kraju Rad c.d.

Boże Narodzenie w tym wspaniałym radzieckim kurorcie mijało niezauważalnie. Żadnych choinek, świątecznych ozdób na ulicach czy w sklepach, żadnych świątecznych dań w menu naszego hotelu. To święto, jak i inne religijne święta, po prostu znikło z kalendarza i doszczętnie skasowano wszelkie związane z nim obyczaje.

Dni były pochmurne, palmy przysypane drobnym śnieżkiem też nie wyglądały radośnie. Na dodatek Basia miała kłopoty ze sprzedażą przywiezionego towaru – tych rozmaitych tureckich ubiorów dżinsowych, bo przecież wszelkie formy prywatnego biznesu były tu absolutnie zabronione i ścigane przez milicję.

Na szczęście w połowie turnusu przysiadła się do naszego stolika Zosia. Spytała, czy może z nami siedzieć przy posiłkach, bo właśnie pokłóciła się z koleżanką. Zosia, jak się okazało, była osobą świetnie zorientowaną w podziemnym nurcie życia kurortu. Przyjeżdżała tu już wielokrotnie, miała odpowiednie znajomości, była też doskonale przygotowana do egzystencji w tutejszej społeczności. Mówiła nieźle po rosyjsku. Kiedy wychodziła na miasto przyodziana w marniawe szare paletko, w jakiejś chuścinie na głowie, nie wyglądała jak turystka, idealnie wtapiała się w szarość ulicy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Boże Narodzenie w Kraju Rad

Zbliżał się koniec lat 80. i zbliżało się Boże Narodzenie.
Właściwie nie za bardzo lubiłam święta. Tyle tych przygotowań, wymyślania prezentów. Zwłaszcza było to wszystko skomplikowane i trudne w czasach, kiedy w sklepach nie było nic do kupienia.

Zadzwoniła do mnie moja koleżanka Basia z propozycją, żebyśmy pojechały na wycieczkę do Soczi w turnusie świątecznym. Zdecydowałam się niemal bez namysłu. Basia jechała w celach handlowych, a ja niemal wyłącznie turystycznych. Basia niedawno wróciła z Turcji z zakupioną sporą ilością dżinsowych ubranek i teraz trzeba było wywieźć to do Kraju Rad, korzystnie sprzedać, zakupić tam wymienialną walutę, przewieźć ją jakimś sposobem do Polski i tu za czas jakiś wykupić kolejną wycieczkę do Turcji. Basia już miała za sobą jedną taką udaną wyprawę, jeździła z dobrze zorientowaną koleżanką. Tym razem, z powodu świąt, zabierała ze sobą Jasia, swego siedmioletniego synka, a ja ewentualnie mogłabym jej pomóc w opiece nad dzieckiem.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Zaczyna się nowe życie

Łuczany, jesień 1945

Podróż z Wilna do Polski dobiegła końca. Po blisko trzech tygodniach wysiadamy z pociągu. Zostajemy w Łuczanach – obecnie Giżycko.

Dostaliśmy mieszkanie w dużym szarym budynku w środku miasta, w czasach niemieckich były tu koszary, a w tym domu podobno mieszkali oficerowie. Dziadek Ignacy z Babuszką Chiną mają mieszkanie na tej samej klatce, naprzeciwko nas.

Te mieszkania przydzielił nam PUR, czyli Państwowy Urząd Repatriacji (dziś po wpisaniu w Google hasła PUR znajdujemy na wstępie oznaczoną pięcioma gwiazdkami firmę kosmetyczną).  W PUR-ze Mama spotkała zatrudnioną tam wileńską koleżankę. Pomogła zorientować się w sytuacji, wynalazła jakieś możliwie dobre meble pozbierane z opuszczonych domów: łóżka, szafę, stół, krzesła, biurko, kuchenny kredens.

Czytaj dalej
notatki z podróży

Współczesne Wilno

Wilno, moje miasto rodzinne. Obecnie stolica Litwy. Położone na wzgórzach, u zbiegu rzeki Wilii i Wilejki. To miasto rozlicznych kościołów, a najpiękniejszy z nich, gotycki kościół św. Anny, o którym niegdyś powiedział Napoleon, że gdyby mógł, przeniósłby go na dłoni do Paryża… Miasto malowniczych uliczek i zaułków, miasto ogrodów, małych restauracyjek, w których podają pyszne jedzenie.
Wilno odwiedzałam kilkakrotnie i chciałabym znów tam pojechać na wiosnę.Czytaj dalej

zamknij