Category

kartki z pamiętnika

kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Meksyk – Tulum i Xel-Há

Jest sobota, trzeci dzień naszego pobytu w Cancun. Wyruszamy na zamówioną wycieczkę. O siódmej rano przed naszym hotelem staje autobus dowożący wycieczkowiczów do turystycznego centrum. skąd od ósmej rano odjeżdżają w różnych kierunkach grupy turystów.

Wsiadamy do autokaru jadącego do Tulum. Jedziemy pustą drogą. Oglądam przez okno monotonne pejzaże. Mijamy wojskowe patrole. Meksyk nie jest zbyt bezpiecznym krajem. Dobrze, że jedziemy tym autokarem, a nie, jak nam proponowano, wynajętym samochodem osobowym.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wyprawa do Meksyku

Rok 1996 był dla mnie bardzo trudnym rokiem. 11 kwietnia po długiej chorobie odszedł nasz Tata. Teraz z całej naszej rodziny tylko ja z Zuzią, moją jamniczką, pozostałyśmy mieszkankami domu przy ulicy Kopernika.

Po naradzie z rodzeństwem zapadła decyzja, że przeprowadzę się do mieszkania rodziców, a moje zostanie wynajęte lub sprzedane. W tej sytuacji musiałam zająć się remontem mieszkania rodziców, przystosowaniem go do moich potrzeb i następnie przeprowadzką. Zaczęły się podróże po sklepach budowlanych, wyszukiwanie niezbędnych materiałów, elementów wyposażenia. Remont trwał niemal całe lato: przebudowa łazienki, dobudowanie antresoli, wymiana stolarki okiennej. No i wreszcie na początku jesieni zaczęła się przeprowadzka. Niby niedaleka, tylko z piątego piętra na pierwsze, ale przy ilości nagromadzonych przeze mnie archiwaliów było to pracochłonne przedsięwzięcie.

Read more
kartki z pamiętnika

O Oficynie KUBA

Wspaniały czas mojej pracy w Domu Handlowym Nauki zakończył się niespodziewanie. Nowy dyrektor firmy mieszkał w Poznaniu i przeniósł do Poznania dział reklamy. W tej sytuacji zdecydowałam się rozpocząć samodzielną działalność. Wykorzystać wszystkie doświadczenia i umiejętności zdobyte w DHN-ie.

Zarejestrowałam jednoosobową firmę – Agencję Reklamową. Kiedy zastanawiałam się nad nazwą tej agencji, mój braciszek powiedział: „Przecież nazwę już masz – Agencja Reklamowa KUBA”. Kuba, bo tak mnie nazywano od czasu, kiedy na jakimś studenckim obozie otrzymałam ksywkę „Puchatek”.

Kupiłam komputer i drukarkę, wydrukowałam wizytówki. Wyposażyłam mój komputer w zakupiony w promocji zestaw programów Corela i douczałam się pracowicie ich obsługi.

Read more
kartki z pamiętnika

Ja i komputery

We wrześniu 1986 rozpoczynałam pracę w Dziale reklamy Domu Handlowego Nauki. W świeżo odremontowanym lokalu przy ul. Filtrowej, otrzymanym po skasowanej przez miasto restauracyjce, usytuował się Dział Handlowy DHN-u. Reklamie przydzielono tu niewielki pokój, a w nim trzy biurka, trzy krzesełka i jeden regał. Stałam się członkinią trzyosobowego zespołu: Zbyszek na stanowisku kierownika, Ela i ja. Do naszych obowiązków należało przygotowywanie informacji dla laboratoriów i szpitali o oferowanym przez firmę sprzęcie oraz organizacji ekspozycji.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Podróże z Michaliną – Paryż

Był smutny, szary dzień kończącego się już listopada. Przeglądałam niechętnie jakieś dokumenty. Na biurku zadzwonił telefon. To Michalina. Dzwoniła z zapytaniem czy chciałabym pojechać na pięć dni do Paryże. Właśnie znalazła niedrogą wycieczkę, ale trzeba się szybko zapisać, bo już zamykają listę chętnych. To wycieczka autokarowa, więc liczba miejsc jest ograniczona.

Do Paryża! Dzień zrobił się jakiś jaśniejszy. Paryż to od dawna moje marzenie. Jeździłam już trochę po Europie, ale nigdy nie byłam we Francji. Oczywiście, że jadę, tym bardziej, że lubię podróżować z Michaliną. Teraz trzeba tylko wpłacić pieniądze organizatorom, dostarczyć im paszport, żeby załatwili wizę i wymienić trochę złotówek na franki lub dolary potrzebne na bilety wstępu i paryskie zakupy.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wilno w przededniu wolności Litwy

Imieniny Michała – 29 października. Pomyślałam o moim dziadku. Dziadek Michał, mąż Babci Weroniki, to jedyny najbliższy członek naszej rodziny, który pozostał na zawsze w Wilnie. Pozostał na Rossie, tym pięknym wileńskim cmentarzu. Spoczywa w nieistniejącej już mogile. Dziadek zmarł parę miesięcy przed wybuchem wojny. Pamiętam duży drewniany krzyż na dziadkowym grobie i babcię pochyloną przy mogile w dniu wyjazdu naszej rodziny do Polski wagonem towarowym …

Przypomniałam sobie mój pierwszy zagraniczny wyjazd służbowy. Dom Handlowy Nauki (DHN), w którym byłam kierowniczką Działu Reklamy, miał uczestniczyć w pierwszej Wystawie Nauki Polskiej w Wilnie i to ja miałam się udać do Wilna z ekipą DHN-u.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Powrót z wspaniałych, pracowitych niemieckich wakacji

Do Niemiec na maliny – opowieść czwarta i ostatnia

Romantyzm jazdy małym fiatem

Kiedy już poprzedni wpis do bloga został zawieszony i rozesłałam wieści o jego istnieniu, odnalazłam jeszcze jedną fotografię zrobioną w Varrelbuschu. Niesamowite rzeźby stojące w ogrodzie przed domem Leona. To „Ludzie z Żelaza” Zbigniewa Frączkiewicza. Przyjechały tu z Polski, by uświetnić któryś z wernisaży w galerii Leona. Przyjechały chyba ze Szklarskiej Poręby jakimś dużym dostawczym samochodem, dość dawno przed naszym tu przybyciem. Teraz tym zdjęciem mogłam uświetnić ostatnią już opowieść o mojej i Basi niemieckiej przygodzie.

Read more
kartki z pamiętnika

Pożegnanie z malinami i zmywakiem

Do Niemiec na maliny – opowieść trzecia

Życie w Varrelbuschu płynęło spokojnie. Co dni parę odwiedzała nas Berbel, nasza sąsiadka i przyjaciółka. Dowiadywała się, czy nam czego nie potrzeba. Czasem chodziłam z nią i jej dwiema rudymi jamniczkami na spacery. Wędrowałyśmy przez pola, przez kartofliska. Na kartofliskach Berbel przyglądała się uważnie roślinom, po czym ogłaszała z lekceważeniem: „To na chipsy”. W końcu odnajdywała pólko kartofla bardziej luksusowego. Wyrywała parę krzaczków, bulwy wrzucała do zabranej torebki, którą po powrocie ze spaceru otrzymywałam w darze. Cóż, gdyby ją właściciel kartofla złapał na tym przestępczym procederze wyrwania trzech krzaków, to nic by się nie stało. Jednak gdybym to ja dopuściła się takiej przewiny, groziłaby mi deportacja.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Rozpoczynamy zarabianie zagranicznych pieniędzy

Do Niemiec na maliny – opowieść druga

Zamieszkałyśmy z Basią w dużym pustym domu. Jego właściciel Leo aktualnie przebywał w sanatorium. Ten dwukondygnacyjny budynek dawniej był szkołą. Leo kupił go przed laty i zamieszkał z żoną i dwiema córkami. Tu też znalazła się prowadzona przez niego galeria, w której przygotowywał wystawy polskich artystów. Na wernisaże przyjeżdżali zapraszani marszandzi z całych Niemiec. Organizował też Leo rzeźbiarskie plenery. Uczestnicy plenerów zamieszkiwali w pokoikach na pięterku, a nasza sąsiadka Berbel zajmowała się sprzątaniem tego minihoteliku, pomagała przy organizowaniu posiłków. I to od tych rzeźbiarzy nauczyła się mówić po polsku. Stąd jej polski był ukwiecony niekiedy zbyt mocnymi słowami.

Read more
kartki z pamiętnika

Do Niemiec na maliny – opowieść pierwsza

Była wczesna wiosna roku 90. Przybyłam na herbatkę do mojej przyjaciółki, Basi Kalwejtowej, i już od progu oznajmiłam, że przyjechałam nowym samochodem. Basia, jak tylko usłyszała o samochodzie, wystąpiła ze wspaniałą propozycją: To może byśmy pojechały do Niemiec zbierać maliny? I dodała, że ona wszystko załatwi. W Varrelbusch, wiosce w okolicach Cloppenburga, mieszkał Leo Klosa, przyjaciel Maciusia Kalwejta, nieżyjącego już męża Basi. Maciuś i Leo studiowali razem malarstwo w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Leo tuż po studiach wyruszył na jakąś wycieczkę zagraniczną, z której już do Polski nie wrócił. Pozostał w Niemczech, w RFN-ie. A że był Ślązakiem, bez trudu otrzymał azyl. Tam się ożenił, urodziły mu się dwie córki. Uczył rysunku w szkole, otworzył też galerię, w której prezentował prace polskich grafików. Teraz mieszkał sam w tym Varrelbuschu w dużym domu. Żona przeniosła się do Berlina, dorosłe już córki gdzieś też się przeprowadziły, a więc miałybyśmy gdzie mieszkać. No i Basia zadzwoni do Leona, żeby z góry załatwił nam pracę na jakiejś malinowej plantacji.

Read more
Close