Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Ten mój blog jest przedsięwzięciem trochę historycznym. To rodzaj pamiętnika. Znajdziesz w nim opowieści o czasach które minęły, wspominam ludzi których już nie ma, o wielkich wydarzeniach, które  przemknęły obok mnie, o chwilach dobrych w czasach złych, o Warszawie z bliskich i dawnych już lat,  ilustrowane archiwalnymi zdjęciami… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

Fotografowanie przed laty i inne wspomnienia z tym związane

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku posiadanie aparatu fotograficznego należało do rzadkości. Rzecz w dzisiejszych czasach właściwie niewyobrażalna. Fotografią zajmowali się fotografowie. Do fotografa chodzono, żeby zrobić zdjęcie do legitymacji, zdjęcie ślubne, zdjęcie portretowe, pamiątkowe zdjęcie pozowane, zdjęcie z okazji pierwszej komunii czy zdjęcie niedawno urodzonej małej dzieciny. Nieliczni posiadacze aparatów fotograficznych koncentrowali się głównie na robieniu zdjęć pamiątkowych, a bardzo nieliczni hobbyści starali się je wywoływać samodzielnie.

Byli też wielcy i nieco mniejsi FOTOGRAFICY artyści, tworzyli DZIEŁA i FOTOGRAMY, ale miało się to nijak do istniejącej obecnie rzeszy dziesiątek, setek tysięcy, a pewnie milionów instagramerek i instagramerów, z których każde czuje się artystą.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Drewniane figurki, linoryty i niecodzienne zlecenia

ŚWIECZNIK z KROWĄ (drzewo lipowe)

30 maja roku 1965, a więc przed niemal przed 55 laty, Miecio czyli mąż mój Mieczysław Ignacy Bukowczyk rozstał się z pracą w fabryce „22 lipca dawniej E. Wedel”, zakończył karierę projektanta papierków do cukierków.

Zajął się teraz Miecio poszukiwaniami nowych form działalności artystycznej. Zaczęły powstawać niewielkie drewniane rzeźby sprzedawane w salonach Desy – precyzyjnie doszlifowywane drewniane figurki, niestety tylko zaledwie parę tych małych dziełek zostało uwiecznionych na fotografii. Powstała seria linorytów, z braku prawdziwego linoleum wycinanych na niedużych płytkach PCV. Powstały też niewielkie obrazki – rodzaj asamblaży. Te ostatnie nie przetrwały próby czasu.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Boże Narodzenie w Kraju Rad c.d.

Boże Narodzenie w tym wspaniałym radzieckim kurorcie mijało niezauważalnie. Żadnych choinek, świątecznych ozdób na ulicach czy w sklepach, żadnych świątecznych dań w menu naszego hotelu. To święto, jak i inne religijne święta, po prostu znikło z kalendarza i doszczętnie skasowano wszelkie związane z nim obyczaje.

Dni były pochmurne, palmy przysypane drobnym śnieżkiem też nie wyglądały radośnie. Na dodatek Basia miała kłopoty ze sprzedażą przywiezionego towaru – tych rozmaitych tureckich ubiorów dżinsowych, bo przecież wszelkie formy prywatnego biznesu były tu absolutnie zabronione i ścigane przez milicję.

Na szczęście w połowie turnusu przysiadła się do naszego stolika Zosia. Spytała, czy może z nami siedzieć przy posiłkach, bo właśnie pokłóciła się z koleżanką. Zosia, jak się okazało, była osobą świetnie zorientowaną w podziemnym nurcie życia kurortu. Przyjeżdżała tu już wielokrotnie, miała odpowiednie znajomości, była też doskonale przygotowana do egzystencji w tutejszej społeczności. Mówiła nieźle po rosyjsku. Kiedy wychodziła na miasto przyodziana w marniawe szare paletko, w jakiejś chuścinie na głowie, nie wyglądała jak turystka, idealnie wtapiała się w szarość ulicy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Boże Narodzenie w Kraju Rad

Zbliżał się koniec lat 80. i zbliżało się Boże Narodzenie.
Właściwie nie za bardzo lubiłam święta. Tyle tych przygotowań, wymyślania prezentów. Zwłaszcza było to wszystko skomplikowane i trudne w czasach, kiedy w sklepach nie było nic do kupienia.

Zadzwoniła do mnie moja koleżanka Basia z propozycją, żebyśmy pojechały na wycieczkę do Soczi w turnusie świątecznym. Zdecydowałam się niemal bez namysłu. Basia jechała w celach handlowych, a ja niemal wyłącznie turystycznych. Basia niedawno wróciła z Turcji z zakupioną sporą ilością dżinsowych ubranek i teraz trzeba było wywieźć to do Kraju Rad, korzystnie sprzedać, zakupić tam wymienialną walutę, przewieźć ją jakimś sposobem do Polski i tu za czas jakiś wykupić kolejną wycieczkę do Turcji. Basia już miała za sobą jedną taką udaną wyprawę, jeździła z dobrze zorientowaną koleżanką. Tym razem, z powodu świąt, zabierała ze sobą Jasia, swego siedmioletniego synka, a ja ewentualnie mogłabym jej pomóc w opiece nad dzieckiem.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

13 grudnia w tym roku wypadł w piątek

Liczba 13, jak wiadomo, jest liczbą pechową, strach przed tą kombinacją to paraskewidekatriafobia. Piątek trzynastego jest ogromnie pechowym dniem i bezpieczniej w dniu takim nie wychodzić z domu, ale piątek 13 grudnia? Nigdzie nie powiedziano, że lepiej w tym dniu nie włączać telewizora…

Piątek 13 grudnia – dla Anglii nadzieja na zakończenie brexitu. W Polsce nadzieja na niezachwiane utrzymanie gospodarki na rosyjskim węglu. Bo po co nam czyste powietrze? W Polsce również początek rozprawy z niepokornymi sędziami (dobrze, że nie w sposób, jak trzynastego w piątek Filip Piękny rozprawił się z templariuszami). No, najważniejsze, że jedynie słuszna partia wprowadzi porządnych sędziów na stanowiska w sposób prawy i sprawiedliwy…

Właśnie przeczytałam niewielką opowieść Olgi Tokarczuk Profesor Andrews w Warszawie − opowieść z czasu stanu wojennego. I przypomniał mi się ten czas, ten dzień 13 grudnia sprzed trzydziestu ośmiu już lat, dzień, w którym miała umrzeć „Solidarność”…

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Kiedy nie było pubów i piwnych ogródków…

U góry od lewej Wojtek Piotrowski i Józek Gielo

Kiedy nie było pubów i piwnych ogródków, miłośnicy piwa gromadzili się przy ulicznych budkach, w maleńkich sklepikach sprzedających zimne napoje, a na ogół jedynym kupowanym tam zimnym napojem było właśnie piwo.

Na warszawskim „szlaku” (odcinek ulicy Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście) była jedna taka budka, na niewielkim placyku przy Krakowskim Przedmieściu, niemal u stóp Kopernika zasiadającego tu na cokole. W słoneczne letnie dni na murku koło budki przesiadywali z kufelkiem w dłoni bywalcy „szlaku”, tocząc filozoficzne dyskusje, a mistrz Kopernik przyglądał im się uważnie.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

„Moda Polska” i moja siostrzyczka Irenka

Praca Irenki w „Modzie Polskiej” stała się realizacją naszych wspólnych dziecięcych zabaw w lalki papierowe. Te papierowe ubranka rysowane dla naszych papierowych laleczek, wycinane misternie nożyczkami, mogły teraz przemienić się w prawdziwe kreacje, przystrajające piękne dziewczyny…

Studia mojej siostrzyczki Irenki powoli dobiegły końca. Wyprowadziła się z akademika w Łodzi, powróciła do Warszawy i zaczęła myśleć o rozpoczęciu pracy w wyuczonym zawodzie.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Kawiarenki na „szlaku”, czy je jeszcze pamiętasz…

W czasach, kiedy nie było smartfonów, ba, telefony były rzadkością, mieszkania były maleńkie lub prawie ich nie było, życie towarzyskie koncentrowało się w kawiarniach.

Moja praca w szkole nie wymagała codziennego ślęczenia za biurkiem w określonych godzinach. Osiemnastogodzinny etat, pracując w szkole rannej i popołudniowej, można było zrealizować nawet w trzy dni. Pozostawała oczywiście wielogodzinna praca w domu, ale to można było robić w dowolnie wybranym czasie. Pozostawało więc sporo czasu na życie kawiarniane. .

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Jak rozpoczynał karierę naukową braciszek mój Andrzej Tadeusz

Andrzejek urodził się w środku wojny, w wileńskim szpitalu przy Alei Róż. Położna Litwinka przyjrzała się dziecku uważnie i pokazując syneczka Mamie, powiedziała proroczo: „Profesorus bus”.

Urodził się w maju pod znakiem Byka, a według chińskiej astrologii w roku Konia.

Kto urodził się w roku Konia, ten jest niezależny i odważny. Ma szczery i bezpośredni charakter. Lubi aktywne życie i wciąż rozgląda się w poszukiwaniu nowych wyzwań
– tak piszą astrolodzy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Cmentarz na Rossie – zaduszkowa opowieść

Cmentarz na Rossie w Wilnie zaliczany jest do najważniejszych polskich i litewskich nekropolii.

Wśród wielkich starych drzew, na pagórkach rozsiane mogiły. Górka Literacka, Górka Anielska, Wzgórze Południowe… i wspaniały czarny anioł… Znaleźli tu wieczne odpoczywanie ludzie kultury, ludzie nauki, ludzie zasłużeni miastu – artyści, pisarze, naukowcy, politycy, ale też zwykli, prości mieszkańcy wileńskiego grodu. Leżą spokojnie obok siebie Polacy, Litwini, Białorusini… − Tutejsi – ludzie, którzy po prostu przedtem obok siebie żyli.

Czytaj dalej
zamknij