Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Ten mój blog jest przedsięwzięciem trochę historycznym. To rodzaj pamiętnika. Znajdziesz w nim opowieści o czasach które minęły, wspominam ludzi których już nie ma, o wielkich wydarzeniach, które  przemknęły obok mnie, o chwilach dobrych w czasach złych, o Warszawie z bliskich i dawnych już lat,  ilustrowane archiwalnymi zdjęciami… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

Spotkanie z akupunkturą

Kiedy przeglądałam moje archiwum, wpadła mi w ręce stara pożółkła gazeta – „kulisy” 29.VI.1980 r. a w niej mojego autorstwa wywiad z Jackiem Głażewskim „Leczenie akupunkturą”. Jacek był kolegą Mietka z Ciechocinka, w którym dorastali.

Do Ciechocinka przyjeżdżaliśmy każdego lata, przynajmniej na tydzień, odwiedzić rodziców Miecia. Tam poznałam Jacka, on też w tym samym czasie przyjechał odwiedzić swoją mamę. Spotykaliśmy się na basenie, graliśmy w brydża, chodziliśmy razem na pyszne lody do kawiarni Orbisu.

Read more
Galerie

Rysunki Irenki Biegańskiej

W poprzednim odcinku mojego bloga pokazałam szkolne rysunki mojej siostrzyczki Irenki. Teraz postanowiłam zaprezentować kilka posiadanych przeze mnie jej rysunków znacznie późniejszych – projektów kostiumów teatralnych.

Irenka nie przywiązywała wielkiej wagi do swoich rysunków, były one dla niej jedynie szkicem do projektu kostiumu teatralnego czy filmowego. Szkicem do zaprezentowania reżyserowi jej wizji obrazu scenicznego. Instrukcją dla krawca czy krawcowej, która ma pod jej kierunkiem ten kostium stworzyć.

Projektowanie kostiumów było pasją Irenki. Przykładała ogromną wagę do staranności ich wykonania. Bardzo precyzyjnie dobierała tkaniny, dodatki, dbała o wszystkie szczególiki: guziczki, falbaneczki, koroneczki… Ważne było końcowe dzieło.

Read more
Galerie

Szkolne rysunki mojej siostrzyczki Irenki

Już dwa lata temu, 20 sierpnia, rozstałam się z Warszawą, przestałam być warszawianką, a 20 sierpnia rok temu, czyli w ubiegły piątek, minął rok od momentu, w którym zamieszkałam w Pruszkowie.

Przeprowadzka była dość pośpieszna, w tekturowe pudła z IKEA pakowałam bez zastanowienia całe domowe archiwum wyjmowane z półek na antresoli, z obszernego pawlacza w łazience. Przez rok te pudła stały spokojnie, oczekując na chwilę, kiedy dane im będzie rozpanoszyć się w moim nowym mieszkaniu. No i przez cały rok ubiegły starałam się ogarnąć ich zawartość. Jeszcze trochę przede mną.

Read more
kartki z pamiętnika, PRL

Być handlowcem w PRL-u

Ustrój socjalistyczny PRL-u, zmierzającego wyboistą drogą do komunizmu, pozostawiał obywatelom strzępki wolności gospodarczej. Istniały niewielkie prywatne firemki, działały niewielkie sklepiki. Tak zwana „prywatna inicjatywa” nie była jednak obdarzana szacunkiem społecznym ani darzona zaufaniem władz. W ankietach wypełnianych przy różnych okazjach, np. przy staraniu się na studia czy do nowej pracy, wpisanie w rubryce „pochodzenie społeczne”: „prywatna inicjatywa” obniżało szansę na pozytywne rozpatrzenie podania. Socjalizm nie przewidywał bogacenia się obywateli, w założeniach wszyscy mieli mieć po równo, a taka prywatna inicjatywa mogła oszukiwać państwo, ukrywać dochody, więc trzeba ją było starannie kontrolować i na wszelki wypadek nakładać różne opłaty prewencyjne: domiar, podatek od wzbogacenia…

Read more
Galerie

Mietek Bukowczyk – na tematy sportowe

Mieczysław Bukowczyk, czyli mąż mój Miecio, był człowiekiem wielu talentów. Rysownik, fotoreporter, twórca biżuterii, miał  też osiągnięcia w wielu innych dziedzinach już nieartystycznych. Lubił wędrówki po lasach i grzybobrania – to on wracał z pełnym koszykiem nawet z lasu, gdzie wydawałoby się żaden grzyb nie rośnie. Jego zamiłowanie do rybołówstwa przysparzało mi sporo roboty z zagospodarowaniem połowów. Świetnie gotował, niemal tak dobrze jak nasza kochana Babcia Weronika. Potrafił odrestaurować niemal każdy antyczny mebelek, ramę czy jakiś drobiazg.

Miał też Miecio dość wszechstronne zamiłowania sportowe. Jeździł na nartach, jeździł konno, grał w tenisa, pływał, nurkował, no i zachwycił się windsurfingiem. Ta jego fascynacja znalazła odbicie w paru rysunkach satyrycznych. Prawdopodobnie niezrozumiały dla współczesnego widza będzie ostatni z rysunków związanych z windsurfingiem. Facet leżący pod deską surfingową, a obok torba i rozrzucone narzędzia – to obrazek z tamtych lat przeniesiony z życia posiadaczy starych samochodów, które najczęściej wypadało naprawiać własnoręcznie. Obrazek szczęśliwego właściciela leżącego pod pojazdem nie należał więc do rzadkości.

W związku z odbywającą się obecnie ubiegłoroczną 😊olimpiadą postanowiłam zaprezentować Mieciowe rysunki o tematyce sportowej.

kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wakacje 81 – moje zagraniczne sukcesy handlowe

Wakacje 1981 były zaplanowane. W lipcu jadę na 10 dni do Krakowa, na trzecią sesję podyplomowego studium dla nauczycieli szkół budowlanych. Mam już przygotowaną pracę końcową na wybrany temat. Napisałam o architekturze XX wieku. Jeszcze będę musiała zdać jakiś egzamin z marksizmu. Potem jedziemy na Wdzydze, a w sierpniu do Monachium do Szymkiewiczów na dwa albo trzy tygodnie.

W Krakowie było fantastycznie. Wieczory w teatrach, w Piwnicy pod Baranami. W tym roku 1981, w czasie „Solidarności”, teatry krakowskie działały bardzo intensywnie, wystawiano wspaniałe spektakle. W dzień, po zajęciach kursowych, kawa bez cukru „U Michalika” i prawie bezcukrowe ciasteczka (bezcukrowe, bo cukier jest tylko na kartki, a kawiarnie mają jakeś minimalne limity), spacery po Krakowie, muzea, wystawy. Zrobiłam też parę wywiadów dla „Naszego Klubu” do rubryki „Gwiazdy estrady”: z Markiem Grechutą, z Andrzejem Zauchą, ze Zbigniewem Wodeckim, z „Wolną Grupą Bukowina”…

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wakacje 1980 to jedna z moich najpiękniejszych przygód

Podróż kamperem na Elbę trwała 8 dni. Po powrocie do Grefelfingu Agencja Reklamowa Andrzeja powróciła do codziennych zajęć. Zgłosił się stały klient – właściciel biura podróży. Przyniósł materiały do katalogu z ofertami na sezon zimowy. Wprawdzie do zimy jeszcze daleko, ale katalog miał być grubą księgą z dużą liczbą ilustracji przygotowaną niemal kompletnie do druku. Niemal kompletnie, bo jedynie bez wstawionych cen. Ceny miały być umieszczone zaraz po tym, kiedy konkurencja pokaże swoje oferty, a on od razu wstawi nieco niższe ceny i natychmiast wydrukuje.

W dni powszednie Miecio trochę pomagał Andrzejowi w pracach, ja towarzyszyłam Hani w wyprawach po rożne zakupy w Monachium i w okolicznych miasteczkach. Szczególnie te wyjazdy do Monachium były atrakcyjne, zawsze coś nowego można było wypatrzeć.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Luksusowe wakacje z Andrzejem Szymkiewiczem. Część pierwsza

w Italii

Wiosną 1980 przyszedł list z RFN-u od Hani, a w nim, że zapraszają nas na wspólne spędzenie wakacji i że Andrzej przykazał załatwić wizę włoską i szwajcarską. Byłam zachwycona, tym razem nawet Mieciowi ten pomysł się spodobał. Zostało ustalone, że pojedziemy w lipcu.

Zabrałam się czym prędzej do załatwiania odpowiednich dokumentów. Najpierw urząd paszportowy, bo żeby załatwić wizy, trzeba najpierw wydobyć z urzędu paszporty. W urzędzie, bez względu na porę roku, niekończące się kolejki. Ludzie przychodzą wczesnym rankiem, pokornie wyczekując na otwarcie urzędowych podwoi. Nigdy nie wiadomo, ile osób jednego dnia zostanie przyjętych. Najpierw trzeba złożyć wniosek o wydanie paszportu, a następnie oczekiwać na dzień jego wydania. Kiedy już wreszcie nadejdzie ten dzień szczęśliwy, rozpoczną się wizyty w ambasadach. W niemieckiej kolejka kilkudniowa z wpisywaniem się na listę kolejkowiczów, sprawdzaną każdego poranka. Do szwajcarskiej, żeby mieć szansę otrzymania wizy tego samego dnia, trzeba przybyć o czwartej rano. Najprościej było we włoskiej. I tak po miesiącu łażenia po urzędach miałam nasze paszporty z wpisanymi wizami.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wizyta za żelazną kurtyną

Był koniec czerwca. Przed paroma dniami wróciłam z dwutygodniowego pobytu w Bułgarii. Nie bardzo wiedziałam, czy całe lato przyjdzie mi teraz siedzieć samotnie w Warszawie. W czasie mojej pracy w szkole to w lipcu i sierpniu jeździliśmy z Mieciem z namiotem nad jakieś jeziora, ale teraz cóż, sama z namiotem nie pojadę.

Zadzwonił telefon. To Tadzio Kowalski. Zapytał, czy nadal myślę o wyjeździe do RFN-u, bo przed miesiącem pytałam, czy ma jakieś dojścia w ambasadzie, żeby bez stania w tej kilkudniowej kolejce otrzymać wizę. I szybko dodał, że zaistniała taka możliwość i że on z Urszulką (żoną Tadzia) i z Malenką (ich starszą córeczką) jadą samochodem do RFN-u, więc mogłabym z nimi pojechać.

Read more
kartki z pamiętnika, notatki z podróży

Wczasy zagraniczne w epoce demoludów

Nadchodziło lato, a ja od prawie dwóch lat, od czasu, kiedy rozstałam się z Mieciem oraz ze szkolnictwem, nie byłam na wakacjach. Miałam zaproszenie od przyjaciół przebywających w RFN-ie, ale kolejki do niemieckiej ambasady były długie i wielodniowe, a ja pracowałam w galerii. Gdybym wzięła urlop na stanie w kolejce, nie starczyłoby mi urlopu na sam wyjazd.

Wędrując bezmyślnie Marszałkowską, w oknie wystawowym PTTK-u (Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze) zobaczyłam niewielkie ogłoszenie „Wczasy w Bułgarii”. Weszłam, żeby się dowiedzieć, i okazało się, że wyjazd do Pomorie byłby już w przyszłym tygodniu i że jest jeszcze wolne miejsce.

Read more
Close