Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Dziennikarka, właścicielka Oficyny wydawniczej KUBA, grafik komputerowy... Blog mój ma być rodzajem pamiętnika. Znajdą się w nim opowieści z dawnych lat, ilustrowane archiwalnymi zdjęciami, uzupełniane komentarzami Barta Kenozzy… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

1959 wiosna i początek lata

Foto: Budynek przy ul. Narutowicza 77 – siedziba Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi w l. 1945-1976

Wiosna i początek lata 1959 przyniosły wydarzenia pozornie niewiele znaczące, ale mające przynieść zmiany w życiu Irenki i moim…

Irenka jest zachwycona studiami w mieście Łodzi (tak właśnie mówią jej mieszkańcy o swoim miejscu zamieszkania). Szara robotnicza Łódź, ze swoimi przędzalniami, z tłumem prządek – niezauważalnych kobiecych postaci owiniętych w bure chusty w chłodne zimowe dni − jest też bardzo aktywnym ośrodkiem kultury. Szkoła Filmowa, Szkoła Teatralna, Wyższa Szkoła Plastyczna. W tym niewielkim, barwnym studenckim światku wszyscy się znają, wszyscy spotykają się w tych samych miejscach: „Honoratka”, ekskluzywna kawiarnia w „Grandzie”, bale w Filmówce. Irenka ma tu przyjaciół i rozlicznych znajomych, często późniejsze sławy. W porannym pociągu na trasie Warszawa-Łódź często spotyka Romana Polańskiego, wtedy jeszcze studenta Filmówki, w jej czteroosobowym pokoju w akademiku mieszka Agnieszka Osiecka, wtedy jeszcze studentka Wydziału Reżyserii Filmowej, Jerzy Grzegorzewski… Jak wspomina te czasy chyba najbliższa Irence Julita Staworzyńska, koleżanka z pracowni i ze wspólnego pokoju: „do »Grandu« chodziło się po luksus” – mając pieniądze na kawę i jedną parówkę, można było przesiadywać wśród łódzkiej elity kulturalnej, a ponadto w wytwornej hotelowej toalecie z pięknym dużym lustrem i ścianami w białym marmurze można było się zaopatrzyć w delikatny papier toaletowy dyskretnie odwijany z rolki (papier toaletowy w czasach PRL-u był zawsze przedmiotem luksusu).

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Tata czasu wojny i po wojnie

Wreszcie skończyła się wojna. Minęło sześć długich lat niepokoju, niepewności, strachu, przerażenia…

Naszej rodzinie udało się ją przeżyć. Tatę, dzięki pracy w Polskim Radiu, ominęła mobilizacja w 1939. Po wybuchu wojny w latach 39-40 Polskie Radio przekształciło się w Litewskie Radio i Tata pracował przy odbudowie radiostacji nadszarpniętej działaniami wojennymi. Pracę tę przerwało osadzenie Taty przez władze sowieckie w więzieniu na Łukiszkach, jako oficera rezerwy. Szczęśliwie, po pół roku został z tego więzienia zwolniony (z niewiadomych przyczyn) jeszcze przed pomysłem władz o deportacji więźniów w głąb Związku Sowieckiego. Szczęśliwie ominął też nas wywóz na Syberię. Wejście Niemców do Wilna zmieniło sytuację, wprawdzie miejsce dżumy zastąpiła cholera, ale w przypadku naszej rodziny była to choroba bardziej łagodna. Tata znalazł pracę w Fabryce Elektrotechnicznej, a kiedy w 44. znów Wilno opanowała dżuma, czyli wkroczyli „wyzwoliciele” sowieccy, Tata znowu pracował przy odbudowie radiostacji częściowo zniszczonej kolejnymi działaniami wojennymi. Zajmował się też Tata hodowlą tytoniu (chociaż sam nie palił i był nawet przeciwnikiem palenia papierosów) i przygotowaniem tytoniowych liści do użycia ich do „skrętów” (skręt w owym czasie był to rodzaj papierosa wykonywanego osobiście przez palacza – szczypta tytoniu zawinięta we fragmencik gazety sklejonej precyzyjnie na ślinę). Tytoń starannie wysuszony trzeba było jeszcze pociąć na cieniutkie paseczki i tu powstał pierwszy racjonalizatorski pomysł Taty – zaprojektował i osobiście wykonał, w warsztatach radiostacji, maszynę do cięcia tytoniu.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Nasz Tata – przed wojną

Opowieść o Tacie miała być na Dzień Ojca, ale z przyczyn nie całkiem ode mnie zależnych powstaje tydzień później.

Nasz Tata – Mieczysław Rabczenko, syn Weroniki (z domu Horbaczewskiej) i Michała urodził się w listopadzie 1905 roku, w Wilnie znajdującym się w owym czasie w zaborze rosyjskim. Dzieciństwo Taty przypadło na trudny okres w historii świata, w historii miasta – rosnące fale protestów robotniczych, strajki, pierwsza wojna światowa, po jej zakończeniu walki o Wilno.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Fotografia i literatura – EOS i KKMP

Moje pierwsze artystyczne zdjęcie

Eksperymentalny Ośrodek Sztuki, w skrócie EOS, to nazwa utworzonej przez Witolda Dederkę szkółki fotograficznej. EOS to też imię greckiej boginki – bogini Jutrzenki. To nie przypadek, tak właśnie Witek z premedytacją nazwę swojej szkoły wymyślił. Witek marzył o stworzeniu prawdziwej szkoły fotograficznej, a EOS miał być jej zaczątkiem. Przycupnęła ta Witkowa miniuczelnia na ulicy Śniadeckich, przy powstającym Towarzystwie Fotograficznym, a Witek był jedynym w niej wykładowcą, ale On o fotografii wiedział wszystko. Fotografia była jego pasją i potrafił zarazić nią swoich uczniów. Uczył patrzeć na świat okiem kamery, mówił o technikach fotograficznych, o różnych sposobach opracowywania pozytywu i zawsze powtarzał, że prawdziwy artysta potrafi zrobić wspaniałe zdjęcie nawet najgorszym sprzętem. Dla udowodnienia tej tezy zorganizował konkurs fotograficzny na zdjęcie aparatem „Druh” – najprostszym z możliwych aparatem produkowanym przez Warszawskie Zakłady Fotograficzne z myślą o fotoamatorach. Zresztą sam posługiwał się w owym czasie niezbyt wyszukanym sprzętem. 
Miecio znalazł się w grupie laureatów tego ekskluzywnego konkursu.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Opowieść o Mieciu

Na fotografii Mieciowa rodzina przed domem dziadków w Wilnie. Od lewej: tata, u góry: ciocia, wujek i mama, na dole: babcia, Miecio, dziadek, Lusia – Mieciowa siostrzyczka.

Mieczysław Ignacy Bukowczyk urodził się w grudniu 1932 w Michaliszkach na Wileńszczyźnie w rodzinie nauczycielskiej. Ojciec był lwowianinem, mama wilnianką, przybyli do Michaliszek w ramach akcji „Edukacja na Kresach”. Wojnę przetrwali w Turłach, majątku hrabiny Kotwicz, a po wojnie wraz z falą uchodźców przyjechali do Polski i osiedli w Ciechocinku.

Bardzo niewiele opowiadał Miecio o tym kresowym dzieciństwie. Wspominał o nauce gry na skrzypcach, zakończonej połamaniem skrzypeczek, o niezwykłym spotkaniu z Łupaszką – jak to pod koniec wojny pojawił się o poranku goły na pałacowym klombie i tata Bukowczyk przynosił mu jakieś odzienie. Zawsze myślałam, że to była ucieczka z lasu przed Niemcami, a dowiedziałam się po latach, że z łóżka jakiejś okolicznej damy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Serwetkowe rysunki

Jeszcze w końcu lata  wpadłyśmy z Irenką na pomysł pomalowania dużego pokoju. Nie miało to być zwykłe pomalowanie ścian. Miała tu powstać starannie opracowana abstrakcja geometryczna w kolorach różu, szarości i czerni. Nie pamiętam jakie i czy były wtedy w domu dyskusje nad słusznością tego przedsięwzięcia. Jednak zostało zaakceptowane. W naszym mieszkaniu nastąpiły pewne przekwaterowania wewnętrzne. Mniejszy pokój, który dzieliłyśmy z Babcią i ewentualnymi czasowo zamieszkującymi u nas dziewczynami z zaprzyjaźnionych rodzin, został teraz przedzielony szafą. Za szafą umieścili się rodzice, a Babcia w części bliższej korytarza. Andrzejek nadal sypiał w kuchni, a ja z Irenką otrzymałyśmy duży pokój i można już było rozpocząć malarstwo. Prace ruszyły energicznie, ponieważ jednak było to dzieło dość skomplikowane, zaczęły się jakoś okropnie rozwlekać. Wyszukiwałyśmy różnych pomocników, w końcu do współpracy zgłosił się też Miecio.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Ranczo w Wilczej Dolinie

Gomułkowska „odwilż” to czas wielkiego ożywienia kulturalnego w Polsce, no i oczywiście w Warszawie. Tyle wspaniałych spektakli teatralnych, sztuki do niedawna zakazanych autorów, tyle książek – Simone de Beauvoir, Hermann Hesse, Hemingway, Kafka… Spektakl baletowy Béjarta – olśnienie współczesnym baletem, Teatr Pantomimy Tomaszewskiego, a w filharmonii oficjalne spotkanie z jazzem – cykl koncertów jazzowych z płyt prowadzony w każdy czwartek przez Romana Waschko. Niewiele pozostaje czasu na te politechniczne studia…

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Cajg, prześcieradło, obiciówka – być modną w latach 50.

W tym naszym, niby na owe czasy dużym, 72-metrowym mieszkaniu – dwa pokoje z kuchnią, ciągle ktoś dodatkowy przemieszkiwał, czasem na parę dni, czasem na dłużej. Tej jesieni w pokoju ze mną i z Babcią zamieszkała Rosia Krasoń, starsza koleżanka Irenki ze studiów. Właśnie skończyła Łódzką Szkołę Sztuk Plastycznych ze specjalizacją Odzież i dostała pracę w Instytucie Wzornictwa.

To wspólne mieszkanie z Rosią zaowocowało dla mnie wejściem w posiadanie niezwykle oryginalnego jesiennego płaszczyka.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wakacje bez smartfona (1957)

Dowiedziałam się przypadkiem od Krysi Nastajówny, że nasza koleżanka Hania Lipowiec jedzie na obóz narciarski organizowany przez ZSP. Właściwie dlaczego byśmy miały nie pojechać też my? Poszłam do biura ZSP mieszczącego się w Gmachu Głównym. Zasiadał w nim Krzysztof Gąsiorowski, późniejszy literat, wtedy jeszcze student Politechniki, i dowiedziałam się od niego, że obóz odbędzie się na Hali Szrenickiej, ale nie ma już wolnych miejsc. Niezrażone tą informacją postanowiłyśmy samodzielnie wyruszyć na Halę Szrenicką, trzeba było tylko skompletować sprzęt narciarski. Na szczęście przyjechały z Wilna tatowe narty i narciarskie buty Mamy – wszystko w świetnym przedwojennym gatunku, był też w domu jakiś niewielki wojskowy plecak, do którego udało mi się zapakować wszystkie niezbędne rzeczy.

Do Szklarskiej przyjechałyśmy po południu i zgodnie ze wskazówkami tubylców wyruszyłyśmy pod górę w kierunku Hali. Nie było niestety wyraźnych oznaczeń drogi i po dwóch godzinach znalazłyśmy się niespodziewanie na strażnicy granicznej. Zaczął zapadać zmrok, na szczęście napotkałyśmy dom, gdzie pozwolono nam przenocować. Na Halę dotarłyśmy następnego poranka.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Jestem już na czwartym roku

Andrzejek jest już w drugiej klasie technikum kolejowego. Szkołę dla Andrzejka wybrał Tata z dwóch powodów: po pierwsze, bo uważał, że mężczyzna w obecnych czasach powinien mieć fach w ręku, a po drugie, bo to była nowa, świetnie wyposażona szkoła i Tata miał w niej jakieś znajomości, dzięki którym Andrzejka do niej przyjęto, mimo że nie miał jeszcze ukończonych 14 lat (do techników przyjmowano dopiero czternastolatków). Andrzejek był szkołą zachwycony, czuł się już całkiem dorośle i dumnie nosił obowiązujący uczniów tej szkoły kolejarski mundur. Ten zachwyt nad mundurem minął mu już chyba po roku, zaraz po wyjściu ze szkoły przebierał się w cywilne szatki.

To rozpoczęcie nauki w technikum przed 14. rokiem życia miało dla Andrzejka dodatkową korzyść – jedyny w klasie z powodu wieku nie dostąpił zaszczytu przyjęcia do ZMP.

Irenka wyjechała do Łodzi, na razie nie otrzymała akademika, ale Tacie udało się załatwić dla niej pokój gościnny w fabryce cukierków.

Czytaj dalej
zamknij