Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Dziennikarka, właścicielka Oficyny wydawniczej KUBA, grafik komputerowy... Blog mój ma być rodzajem pamiętnika. Znajdą się w nim opowieści z dawnych lat, ilustrowane archiwalnymi zdjęciami, uzupełniane komentarzami Barta Kenozzy… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

Wybory w PRL

Wybory w PRL poprzedzała starannie przemyślana i przygotowana kampania wyborcza. Na ulicach miast i miasteczek rozklejano plakaty zachęcające do udziału w wyborach, do popierania jedynie słusznie wskazanych kandydatów. Produkowano niezliczone ilości propagandowych broszur. Wprawdzie brakowało papieru na druk książek, a nawet podręczników szkolnych, ale cóż, naród trzeba było przecież uświadomić. Wyruszały w Polskę rzesze agitatorów, organizowano wiece przedwyborcze, festyny, zespoły ludowe zawsze były w tle przemawiających, rozdawano kiełbaski… Polskie Radio, jedyna w kraju rozgłośnia, a później Telewizja oferująca telewidzom tylko jeden kanał uświadamiały codziennie obywateli, w jak pięknym i wspaniałym żyjemy kraju, jak będziemy podążać jedynie słuszną drogą do socjalizmu, jak wspaniale rozwija się nasza gospodarka, jakim szczęściem dla rolnika są PGR-y i jak osiągniemy absolutny dobrobyt i wieczną szczęśliwość pod przywództwem najwspanialszej siły narodu – Partii. Wszystko to po to, by do urn wyruszyli gremialnie polscy obywatele. By jednomyślnie wybrali jedynie słusznie wskazanych kandydatów Frontu Jedności Narodu – jedynej słusznie zbudowanej w 1952 roku koalicji trzech partii: PZPR, ZSL i SD, popieranej jednomyślnie przez związki zawodowe.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wspomnienie o Borysie Głuszenko

Koledzy z Szkoły Technicznej w Wilnie (od prawej – Tata, trzeci Borys)

Pan Borys był przyjacielem naszego Taty. Razem pobierali nauki w Państwowej Szkole Technicznej w Wilnie w latach 1922-1932.

Pamiętam jego pierwsze odwiedziny w naszym nowo wynajętym mieszkaniu w Wilnie na ulicy Jasnej. Był piękny słoneczny dzień, pan Borys bawił się ze mną na balkonie i pokazał mi sztuczkę. Rozpostarł dłoń, pokazując wszystkie palce, a potem schował kciuk w środku dłoni i pokazując cztery palce, powiedział, że już nie ma jednego. A ja na to rozpłakałam się rzewnie, miałam wtedy trzy lata.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

A jednak ukończę studia

Chyba jakoś w środku lata odwiedził Tatę doktor Dudzicz, kolega „spod celi”. Poznali się i zaprzyjaźnili w 1940 roku, siedząc we wspólnej celi w wileńskim więzieniu na Łukiszkach, osadzeni przez sowieckie władze na fali aresztowań wileńskiej inteligencji.

Pan Dudzicz mieszkał obecnie w Łodzi i przy każdej swojej warszawskiej wizycie odwiedzał naszego Tatę. Jak zwykle przyszłam się przywitać, a on jak zwykle wypytywał, co też u nas nowego. Opowiedziałam o zamążpójściu, o własnym mieszkaniu, a Tata dodał ze smutkiem, o porzuconych studiach niemal przed samych ich końcem. Wytłumaczyłam czym prędzej, że kończenie ich jest dla mnie zupełnym bezsensem, bo i tak w tym, niemal wyuczonym, zawodzie nie będę pracować, ani w biurze, ani na budowie.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Artystą w PRL-u być…

W czasach PRL-u we wszystkim musiał istnieć porządek odgórnie ustanowiony. Nadmiar swobód obywatelskich mógłby przecież obywatelom utrudniać życie, narażać ich na niepotrzebne rozterki, konieczność samodzielnego podejmowania decyzji.

Dotyczyło to również artystów. Artysta bez odpowiedniego dokumentu potwierdzającego jego artystyczność nie miał możliwości sprzedawania swoich prac w państwowych galeriach, a inne właściwie nie istniały. Nie mógł liczyć na oficjalne państwowe zlecenia ani oficjalnie otrzymywać pieniędzy za wykonaną pracę. Zdobywając ofertę pracy, trzeba było wynaleźć zaufanego posiadacza uprawnień, który by już za 10% honorarium był gotów podpisać umowę w imieniu wykonawcy. Wiadomo, Polak potrafi – błyskawicznie powstał system kompensujący głupotę.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Własne mieszkanie

Zrobiła się jesień, dni coraz krótsze, jakaś trochę beznadzieja. To mieszkanie w kuchni przedzielonej kredensem nie napawa optymizmem.

Aż tu nagle pojawiła się możliwość kupienia niewielkiego mieszkania w naszej kamienicy. 33 metry, na piątym piętrze, tuż koło rodziców. Niewielkie w obecnym pojęciu, a w tamtych gomułkowskich czasach to była norma dla M3 – wymarzonego metrażu dla trzyosobowej rodziny.

Jak się okazało, nasz dom jest spółdzielnią własnościową, a mieszkanie to opuszczają lokatorzy, którzy nie byli jej członkami, i można je właśnie nabyć od spółdzielni. Cóż, kiedy nie mamy żadnych pieniędzy. Miecio wprawdzie pracuje, a ja szyję jakieś okropne abażury na zlecenie pewnej rzemieślniczki. Abażury do produkowanych przez nią stojących lamp i sprzedawanych na Śląsku.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Lato nad Wigrami

Do Płociczna dojechaliśmy autostopem, dalej pieszo dotarliśmy do brzegu jeziora.  Na skraju lasu, w pobliżu wody rozbiliśmy nasz mały namiocik. Wokół nie było nikogo.

W pobliskiej wiosce wypożyczyliśmy starą drewnianą łódź wiosłową, od dziwnej, garbatej staruszki. Miecio zajmował się połowem ryb, ja zbiorem poziomek. Wędkarstwo nie było zupełnie moją pasją. Zdecydowanie brzydziło mnie nawlekanie robaków na haczyk, więc nawet się do tego nie brałam, ale to ja miałam kartę wędkarza. Łowienie ryb na jeziorach wymagało posiadania zezwolenia wydanego przez Związek Wędkarski, w postaci „karty wędkarskiej” (chyba tak się to wtedy nazywało).

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Na nowej drodze życia

Ślub odbył się 29 grudnia 1960, jak wynika z niedawno odnalezionego dokumentu. Był to mało zauważalny ślub, bez długich białych sukien, wianków i welonów, bez druhen i drużbów. Wczesnym popołudniem w Urzędzie Stanu Cywilnego na Nowym Świecie (obecnie Urząd Konserwatora Zabytków) zgromadziły się rodziny nowożeńców. Ja w sukience ze srebrnej lamy – „bombce” nieco za kolano, z krótkim bufiastym rękawkiem – projektu Irenki, ze starannie opracowywaną przez Irenkę fryzurą – miały być loki, ale jakoś na mojej głowie okazywało się to nieosiągalne. Miecio w nowo zakupionym ubranku. Miałam też jakiś bukiet kwiatów, zakupiony przez Miecia pod zdecydowanym naciskiem Irenki.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Ślub i cukierki

Przez cały wrzesień poszukiwałam mieszkania dla Miecia. Wreszcie na początku października na ogłoszenie gazetowe zgłosiła się jakaś kobieta. Ma do wynajęcia pokój na dolnym Mokotowie. Pojechałam obejrzeć. Pokój był niezły, w wojskowych domach, cena do zaakceptowania, właścicielka miła, dość gruba blondynka z niewielkim dzieckiem na ręku. Trzeba było wpłacić z góry za trzy miesiące, będzie można wprowadzić się za dwa tygodnie, czyli pod koniec października. Podpisałyśmy umowę, wpłaciłam. Miecio bardzo się ucieszył. W Bieszczadach robiło się zimno, padał deszcz. Miecio zajmował się zbieraniem widłaku i przemieszkiwał na bacówce, pożytek z tego był taki, że dostawał od bacy ser i żyntycę.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Lato 60 c.d. – autostopem w Bieszczady

Nadszedł lipiec. Jedziemy z Mieciem w Bieszczady na studencki obóz zbieraczy jagód! Namiot zaimpregnowałam osobiście, spakowane plecaki, książeczki Autostop w pogotowiu.

Autostop w Polsce został formalnie zalegalizowany i zinstytucjonalizowany w 1957 roku. Opracowano niewielki dokumencik – książeczkę autostopową – mały zeszycik z dużym czerwonym kółkiem przypominającym „policyjny lizak” na okładce, z kuponami w środku. Autostopowicz książeczką zatrzymywał samochód, a kierowca za podwiezienie dostawał kupon wyrwany z książeczki z liczbą przejechanych kilometrów. Na koniec sezonu odbywało się losowanie nagród dla kierowców posiadaczy największej liczby kuponów.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

1960 wiosna i początek lata

Foto: Budynek przy ul. Narutowicza 77 – siedziba Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi w l. 1945-1976

Wiosna i początek lata 1960 przyniosły wydarzenia pozornie niewiele znaczące, ale mające przynieść zmiany w życiu Irenki i moim…

Irenka jest zachwycona studiami w mieście Łodzi (tak właśnie mówią jej mieszkańcy o swoim miejscu zamieszkania). Szara robotnicza Łódź, ze swoimi przędzalniami, z tłumem prządek – niezauważalnych kobiecych postaci owiniętych w bure chusty w chłodne zimowe dni − jest też bardzo aktywnym ośrodkiem kultury. Szkoła Filmowa, Szkoła Teatralna, Wyższa Szkoła Plastyczna. W tym niewielkim, barwnym studenckim światku wszyscy się znają, wszyscy spotykają się w tych samych miejscach: „Honoratka”, ekskluzywna kawiarnia w „Grandzie”, bale w Filmówce. Irenka ma tu przyjaciół i rozlicznych znajomych, często późniejsze sławy. W porannym pociągu na trasie Warszawa-Łódź często spotyka Romana Polańskiego, wtedy jeszcze studenta Filmówki, w jej czteroosobowym pokoju w akademiku mieszka Agnieszka Osiecka, wtedy jeszcze studentka Wydziału Reżyserii Filmowej, Jerzy Grzegorzewski… Jak wspomina te czasy chyba najbliższa Irence Julita Staworzyńska, koleżanka z pracowni i ze wspólnego pokoju: „do »Grandu« chodziło się po luksus” – mając pieniądze na kawę i jedną parówkę, można było przesiadywać wśród łódzkiej elity kulturalnej, a ponadto w wytwornej hotelowej toalecie z pięknym dużym lustrem i ścianami w białym marmurze można było się zaopatrzyć w delikatny papier toaletowy dyskretnie odwijany z rolki (papier toaletowy w czasach PRL-u był zawsze przedmiotem luksusu).

Czytaj dalej
zamknij