kartki z pamiętnika

Własne mieszkanie

Zrobiła się jesień, dni coraz krótsze, jakaś trochę beznadzieja. To mieszkanie w kuchni przedzielonej kredensem nie napawa optymizmem.

Aż tu nagle pojawiła się możliwość kupienia niewielkiego mieszkania w naszej kamienicy. 33 metry, na piątym piętrze, tuż koło rodziców. Niewielkie w obecnym pojęciu, a w tamtych gomułkowskich czasach to była norma dla M3 – wymarzonego metrażu dla trzyosobowej rodziny.

Jak się okazało, nasz dom jest spółdzielnią własnościową, a mieszkanie to opuszczają lokatorzy, którzy nie byli jej członkami, i można je właśnie nabyć od spółdzielni. Cóż, kiedy nie mamy żadnych pieniędzy. Miecio wprawdzie pracuje, a ja szyję jakieś okropne abażury na zlecenie pewnej rzemieślniczki. Abażury do produkowanych przez nią stojących lamp i sprzedawanych na Śląsku.

Czytaj dalej