Jesteśmy w Pekinie od kilku dni. Zbliżał się czas powrotu do Polski, a tu ciągle nie rozstrzygnięty los naszego dzieła. Pani dyrektor Wang jest dokładnie poinformowana o dniu naszego odlotu, ale wciąż nie ma czasu na decydującą rozmowę o naszych Mapach Punktów Akupunktury. Czas oczekiwania na to spotkanie wypełniają nam spacery po mieście.

Odwiedzamy plac Tiananmen – Plac Niebiańskiego Pokoju. Ten wielki plac w centrum Pekinu wybudowano przed Zakazanym Miastem w roku 1417. Odbywały się tu ceremonie religijne, parady wojskowe, ogłaszano tu cesarskie dekrety… Po jego bokach mieściły się biura cesarskich urzędników.

Tu w dniu 1 października 1949 Mao Zedong proklamował Chińską Republikę Ludową.

W latach 1954–56 z okazji obchodów powstania Republiki plac rozbudowano. Wyłożono betonowymi płytami i powiększono tak, że stał się największym publicznym placem na świecie. W dwa lata później odbyło się uroczyste otwarcie umieszczonego tu 38-metrowego Pomnika Bohaterów Ludu, o wadze 10 ton, zbudowanego z około siedemnastu tysięcy marmurowych bloków.

Kiedy we wrześniu 1976 zmarł towarzysz Mao, na placu wzniesiono jego ogromniaste Mauzoleum. W szklanej gablocie z przyciemnionym oświetleniem złożono jego zabalsamowane szczątki.

W roku 1989 plac stał się miejscem ogromnej tragedii. W kwietniu tego roku rozpoczęły się właśnie na Placu Niebiańskiego Spokoju demonstracje studentów przeciw rządom komunistycznej partii. Do studentów zaczęli dołączać robotnicy. Domagano się reform, demokratyzacji kraju, walki z korupcją. Protesty zaczęły rozlewać się na wiele chińskich miast.

Demonstracje ciągle się nasilały. 13 maja rozpoczął się strajk głodowy, brało w nim udział kilka tysięcy osób. Manifestanci coraz liczniej okupują plac. Komunistyczne władze decydują się radykalnie zakończyć te protesty. W nocy z 3 na 4 czerwca na plac Tiananmen wjeżdżają czołgi. Chińskie wojsko gąsienicami czołgów rozjeżdża protestujących i rozpędza ogniem z broni maszynowej. Liczba ofiar nigdy nie została ujawniona. Według nieoficjalnych danych zginęło blisko 5 tysięcy osób, rannych zostało 10 tysięcy, aresztowano prawie 2,5 tysiąca. Kilkanaście osób w procesach politycznych skazano na karę śmierci.

Teraz, 12 lat później od tej ponurej masakry, na placu panuje prawie niebiański spokój. Na wysokim maszcie powiewa chińska flaga wciągana o świcie każdego poranka. Z rzadka przemieszczają się jacyś ludzie. Ktoś rozwija sznur i piękny latawiec wznosi się ku niebu. Przechodnie uśmiechają się do nas życzliwie. Młody człowiek prosi, żeby mu zrobić zdjęcia z Elcią. Takim zdjęciem z wysoką blondynką będzie mógł zaimponować kolegom…

Odwiedzamy różne większe i mniejsze sklepy, robimy różne drobne zakupy. Na uliczce odbiegającej od Placu Niebiańskiego Spokoju, według posiadanych przez Elcię informacji, są jedne z najtańszych w Pekinie sklepików. Kupuję tu czarne T-shirty z czerwonym dużym chińskim znakiem. Nie wiem wprawdzie, co na nich napisano, ale świetnie się prezentują. Kupujemy też bardzo niedrogie walizki kabinowe. Będzie gdzie pomieścić chińskie zakupy.

W niewielkim sklepie z akcesoriami do akupunktury znajdującym się w pobliżu Instytutu Elcia kupuje igły, moksę i dla zaprzyjaźnionej pani weterynarz figurkę konia z oznaczonymi na niej punktami akupunktury. Zwierzęta też można leczyć tą metodą. W sklepie z herbatą zaopatrujemy się w herbaty czarne i zielone, kupuję też suszone białe chryzantemki (pięknie wyglądają dorzucone do zielonej herbaty). W aptece Elcia wybiera znane jej ziołowe specyfiki.

Spacerując po ulicach i parkach Pekinu, rzadko spotykamy dzieci. Wprowadzona w 1977 roku ustawa, mająca na celu ograniczenie przyrostu naturalnego, zakładała – jedno małżeństwo, jedno dziecko. Szczególnie w miastach przestrzegana była restrykcyjnie. Nakładano duże kary pieniężne, wyznaczane były opłaty „za obsługę” – szkoła, służba zdrowia… – były też przymusowe aborcje, starano się eliminować dziewczynki. Ustawa ta obowiązywała do 2015 roku.

Dzieci spotykamy niewiele, ale wszystkie są piękne, bardzo zadbane, urocze. Mój aparat fotograficzny na ich widok sam się wyrywa z torebki.

Wreszcie w piątek po południu jest zaproszenie na rozmowy. Oprócz pani Wang są jeszcze dwaj profesorowie z Instytutu i nowa tłumaczka. Elcia przyniosła ze sobą obydwa komplety map (nasze i te nabyte w sklepiku instytutowym), swoje notatki oraz książkę, na podstawie której ustaliła nieścisłości. Powiedziała o znalezionych przez nas błędach i żeby udowodnić, że nasze mapy są jedynie próbnym wydrukiem przed ostateczną akceptacją, a farby, którymi je wydrukowano, są tymczasowe, zmywalne, napluła na jedną z map i rozmazała farbę palcem. Komisja była wyraźnie zaskoczona. Oglądała starannie notatki i po krótkiej naradzie zabrano te kupione mapy, zwrócono za nie pieniądze, przyniesiono inne, nowe, bezbłędne mapy. Przygotowano też pismo zapewniające o możliwości współpracy w przyszłości. Nie było już ani słowa o 4000 $.

W sobotę, dla uczczenia sukcesu, ruszyłyśmy radośnie do Świątyni Nieba, najważniejszej świątyni Pekinu, usytuowanej w Środku Świata. Wybudowano ją w czasach cesarza Yongle, w latach 1406–1420, wtedy kiedy budowano Zakazane Miasto. Przebudowana i rozbudowana przez cesarza Jiajing (XVI w.). To tu dwa razy do roku przybywali cesarze dynastii Ming i Qing, by wznosić modły za dobre zbiory, za pomyślność kraju. Tu składali bogom dziękczynne ofiary. Przez pięć stuleci prawo wejścia do świątyni było wyłącznym przywilejem cesarza i jego dworu. Zwiedzającym udostępniono do niej wejście dopiero w 1918 roku.

W 1998 roku Świątynia Nieba została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i opisana jako „arcydzieło architektury i projektowania krajobrazu, która w prosty i graficzny sposób ilustruje kosmogonię o wielkim znaczeniu dla ewolucji jednej z wielkich cywilizacji świata…”

Chodziłam zachwycona wspaniałością tej świątyni i przepięknym, otaczającym ją ogromnym parkiem. Pamiątką z tego miejsca jest kolorowy obrazek napisany mi przez napotkanego „parkowego” artystę – na zamówienie kaligrafował łacińskim alfabetem podane imię. Siedział na ławeczce, oczekując na klientów. Zamówiłam namalowanie nazwy mojej firmy „KUBA”. W ciągu paru chwil na wąskim rulonie papieru powstał kolorowy napis malowany cienkim pędzelkiem.

W niedzielne przedpołudnie poszłyśmy na targi sztuki. Tyle tam było różności, że już nie pamiętam za bardzo, co tam oglądałyśmy. Nabyłam od któregoś artysty rodzaj plakatu przygotowany do zawieszenia na ścianie – zwijany w rulon długi obrazek z namalowanym czarną farbą fragmentem bambusa. U innego kupiłam dwie małe figurynki smoków. Jedną z mosiądzu, drugą z jadeitu i jeszcze metalowy dzwoneczek i pudełko na wykałaczki pokryte kolorową emalią. Wieczorem wszystkie nabyte „skarby” pakowałyśmy starannie do walizek.

Następnego dnia rano samochód z Instytutu przywiózł nas na lotnisko. Elcia poszła do biura szwajcarskich linii (leciałyśmy liniami SWISS) po zwrot pieniędzy z odszkodowania za opóźnienie w dostarczeniu walizki w dniu przylotu do Pekinu. Jak się okazało, mogła sobie kupić coś znacznie droższego na ich rachunek, ale cóż, przepadło, oddali tylko tyle, na ile miała paragon z tamtego dnia.

Rozpoczęła się celna odprawa. Zważyli nasze bagaże podręczne. Ustalili, że nasze kabinowe walizki, wypełnione głównie zakupioną przez Elcię moksą, przekraczają, wprawdzie bardzo nieznacznie, 5kilogramów i że musimy płacić jak za dodatkową walizkę. Na nasze szczęście pojawił się w hali odlotów przedstawiciel szwajcarskich linii, z którym Elcia załatwiała sprawę odszkodowania. Widząc, że mamy jakiś problem, podszedł do celników. Zamienił z nimi parę słów po chińsku i problem został rozwiązany na naszą korzyść.

Z Pekinu do Warszawy leciałyśmy z przesiadką w Zurychu i to właśnie ten ostatni odcinek podróży, Zurych–Warszawa, najgorzej zapamiętałam z powodu dużych turbulencji. Piękna była ta chińska przygoda. Szkoda, że nie udało mi się pojechać tam jeszcze raz. Jak oglądam aktualne zdjęcia z Pekinu i czytam na blogach wspomnienia podróżników, to jest już teraz inny kraj.