Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Ten mój blog jest przedsięwzięciem trochę historycznym. To rodzaj pamiętnika. Znajdziesz w nim opowieści o czasach które minęły, wspominam ludzi których już nie ma, o wielkich wydarzeniach, które  przemknęły obok mnie, o chwilach dobrych w czasach złych, o Warszawie z bliskich i dawnych już lat,  ilustrowane archiwalnymi zdjęciami… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

Kiedy nie było pubów i piwnych ogródków…

U góry od lewej Wojtek Piotrowski i Józek Gielo

Kiedy nie było pubów i piwnych ogródków, miłośnicy piwa gromadzili się przy ulicznych budkach, w maleńkich sklepikach sprzedających zimne napoje, a na ogół jedynym kupowanym tam zimnym napojem było właśnie piwo.

Na warszawskim „szlaku” (odcinek ulicy Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście) była jedna taka budka, na niewielkim placyku przy Krakowskim Przedmieściu, niemal u stóp Kopernika zasiadającego tu na cokole. W słoneczne letnie dni na murku koło budki przesiadywali z kufelkiem w dłoni bywalcy „szlaku”, tocząc filozoficzne dyskusje, a mistrz Kopernik przyglądał im się uważnie.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

„Moda Polska” i moja siostrzyczka Irenka

Praca Irenki w „Modzie Polskiej” stała się realizacją naszych wspólnych dziecięcych zabaw w lalki papierowe. Te papierowe ubranka rysowane dla naszych papierowych laleczek, wycinane misternie nożyczkami, mogły teraz przemienić się w prawdziwe kreacje, przystrajające piękne dziewczyny…

Studia mojej siostrzyczki Irenki powoli dobiegły końca. Wyprowadziła się z akademika w Łodzi, powróciła do Warszawy i zaczęła myśleć o rozpoczęciu pracy w wyuczonym zawodzie.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Kawiarenki na „szlaku”, czy je jeszcze pamiętasz…

W czasach, kiedy nie było smartfonów, ba, telefony były rzadkością, mieszkania były maleńkie lub prawie ich nie było, życie towarzyskie koncentrowało się w kawiarniach.

Moja praca w szkole nie wymagała codziennego ślęczenia za biurkiem w określonych godzinach. Osiemnastogodzinny etat, pracując w szkole rannej i popołudniowej, można było zrealizować nawet w trzy dni. Pozostawała oczywiście wielogodzinna praca w domu, ale to można było robić w dowolnie wybranym czasie. Pozostawało więc sporo czasu na życie kawiarniane. .

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Jak rozpoczynał karierę naukową braciszek mój Andrzej Tadeusz

Andrzejek urodził się w środku wojny, w wileńskim szpitalu przy Alei Róż. Położna Litwinka przyjrzała się dziecku uważnie i pokazując syneczka Mamie, powiedziała proroczo: „Profesorus bus”.

Urodził się w maju pod znakiem Byka, a według chińskiej astrologii w roku Konia.

Kto urodził się w roku Konia, ten jest niezależny i odważny. Ma szczery i bezpośredni charakter. Lubi aktywne życie i wciąż rozgląda się w poszukiwaniu nowych wyzwań
– tak piszą astrolodzy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Cmentarz na Rossie – zaduszkowa opowieść

Cmentarz na Rossie w Wilnie zaliczany jest do najważniejszych polskich i litewskich nekropolii.

Wśród wielkich starych drzew, na pagórkach rozsiane mogiły. Górka Literacka, Górka Anielska, Wzgórze Południowe… i wspaniały czarny anioł… Znaleźli tu wieczne odpoczywanie ludzie kultury, ludzie nauki, ludzie zasłużeni miastu – artyści, pisarze, naukowcy, politycy, ale też zwykli, prości mieszkańcy wileńskiego grodu. Leżą spokojnie obok siebie Polacy, Litwini, Białorusini… − Tutejsi – ludzie, którzy po prostu przedtem obok siebie żyli.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Żeńska Szkoła Architektury i Ja

Żeńska Szkoła Architektury była szkołą z tradycjami. W roku 1927 z inicjatywy trzech architektów, Władysława Jastrzębskiego, Aleksandra Kapuścińskiego i Mieczysława Popiela, powstała dwuletnia szkoła pod nazwą Żeńskie Kursy Architektoniczne, w roku 1931 przekształcona w trzyletnią Żeńską Szkołę Architektury, nazywaną popularnie „szkołą żon”.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wybory w PRL

Wybory w PRL poprzedzała starannie przemyślana i przygotowana kampania wyborcza. Na ulicach miast i miasteczek rozklejano plakaty zachęcające do udziału w wyborach, do popierania jedynie słusznie wskazanych kandydatów. Produkowano niezliczone ilości propagandowych broszur. Wprawdzie brakowało papieru na druk książek, a nawet podręczników szkolnych, ale cóż, naród trzeba było przecież uświadomić. Wyruszały w Polskę rzesze agitatorów, organizowano wiece przedwyborcze, festyny, zespoły ludowe zawsze były w tle przemawiających, rozdawano kiełbaski… Polskie Radio, jedyna w kraju rozgłośnia, a później Telewizja oferująca telewidzom tylko jeden kanał uświadamiały codziennie obywateli, w jak pięknym i wspaniałym żyjemy kraju, jak będziemy podążać jedynie słuszną drogą do socjalizmu, jak wspaniale rozwija się nasza gospodarka, jakim szczęściem dla rolnika są PGR-y i jak osiągniemy absolutny dobrobyt i wieczną szczęśliwość pod przywództwem najwspanialszej siły narodu – Partii. Wszystko to po to, by do urn wyruszyli gremialnie polscy obywatele. By jednomyślnie wybrali jedynie słusznie wskazanych kandydatów Frontu Jedności Narodu – jedynej słusznie zbudowanej w 1952 roku koalicji trzech partii: PZPR, ZSL i SD, popieranej jednomyślnie przez związki zawodowe.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wspomnienie o Borysie Głuszenko

Koledzy z Szkoły Technicznej w Wilnie (od prawej – Tata, trzeci Borys)

Pan Borys był przyjacielem naszego Taty. Razem pobierali nauki w Państwowej Szkole Technicznej w Wilnie w latach 1922-1932.

Pamiętam jego pierwsze odwiedziny w naszym nowo wynajętym mieszkaniu w Wilnie na ulicy Jasnej. Był piękny słoneczny dzień, pan Borys bawił się ze mną na balkonie i pokazał mi sztuczkę. Rozpostarł dłoń, pokazując wszystkie palce, a potem schował kciuk w środku dłoni i pokazując cztery palce, powiedział, że już nie ma jednego. A ja na to rozpłakałam się rzewnie, miałam wtedy trzy lata.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

A jednak ukończę studia

Chyba jakoś w środku lata odwiedził Tatę doktor Dudzicz, kolega „spod celi”. Poznali się i zaprzyjaźnili w 1940 roku, siedząc we wspólnej celi w wileńskim więzieniu na Łukiszkach, osadzeni przez sowieckie władze na fali aresztowań wileńskiej inteligencji.

Pan Dudzicz mieszkał obecnie w Łodzi i przy każdej swojej warszawskiej wizycie odwiedzał naszego Tatę. Jak zwykle przyszłam się przywitać, a on jak zwykle wypytywał, co też u nas nowego. Opowiedziałam o zamążpójściu, o własnym mieszkaniu, a Tata dodał ze smutkiem, o porzuconych studiach niemal przed samych ich końcem. Wytłumaczyłam czym prędzej, że kończenie ich jest dla mnie zupełnym bezsensem, bo i tak w tym, niemal wyuczonym, zawodzie nie będę pracować, ani w biurze, ani na budowie.

Czytaj dalej
zamknij