Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Dziennikarka, właścicielka Oficyny wydawniczej KUBA, grafik komputerowy... Blog mój ma być rodzajem pamiętnika. Znajdą się w nim opowieści z dawnych lat, ilustrowane archiwalnymi zdjęciami, uzupełniane komentarzami Barta Kenozzy… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
kartki z pamiętnika

1956 jesień

Referat Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR i niespodziewana śmierć Bieruta zachwiały monolitem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nastąpił rozłam, w jednomyślnej dotąd partii zaczyna się walka o władzę. Natolińczycy – odłam konserwatywny, kontra Puławianie – odłam liberalny, dążący do zmian, do spełnienia oczekiwań społecznych. Na odbywającym się w marcu VI Plenum Komitetu Centralnego następcą Bieruta ustalono Edwarda Ochaba – człowieka neutralnego, tolerowanego przez obydwa ugrupowania.

Kończy się „okres błędów i wypaczeń”. W kwietniu ogłoszono amnestię, tysiące więźniów politycznych opuszcza więzienia, do początku czerwca zwolniono dwadzieścia osiem tysięcy. Następują poważne zmiany kadrowe we władzach partii. Złagodzono cenzurę. Niestety sytuacja gospodarcza kraju jest bardzo zła. Sukcesy planu sześcioletniego (1950–1955), zwanego oficjalnie planem „budowy podstaw socjalizmu”, doprowadziły do znacznego zubożenia społeczeństwa. Plan sześcioletni, budowany na sowieckich wzorach, miał na celu szybką industrializację kraju – a przede wszystkim rozwój przemysłu ciężkiego. Powstawały huty, zakłady metalurgiczne, fabryki… Ludność ze wsi przenosiła się tłumnie do miast. Realizacja tych wszystkich szalonych inwestycji wymaga coraz większych wyrzeczeń od robotników, rosną normy, rosną podatki, rosną ceny, brakuje mieszkań…

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

1956 – rok wielu znaczących wydarzeń

Opinogóra, na dachu kościoła

Szóstego lutego 1956 wieczorem, tuż po dzienniku, telewizja polska wyemitowała pierwsze przedstawienie Teatru Sensacji „Kobra”, no i jak się później okazało, sensacyjnych wydarzeń w tym roku nie brakło.
12 marca w Moskwie zmarł, w niezbyt jasnych okolicznościach, Bolesław Bierut. Do Moskwy udał się w lutym, by uczestniczyć w XX Zjeździe KPZR – Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (14-25 lutego). Na zjeździe tym, nocą z 24 na 25, na tajnym posiedzeniu, Nikita Chruszczow odczytał tajny raport, ujawnił część zbrodni Stalina. Wstrząsnęło to słuchaczami, a mówiono, że Bierutem szczególnie. Jego choroba i nagłe pogorszenie się stanu zdrowia było absolutną tajemnicą, a więc śmierć była też absolutnym zaskoczeniem. Krążyły plotki, że go w tej Moskwie zabili, że do Polski trumna przyjechała w odkrytej ciężarówce, jedynie przykryta plandeką. W dniach 14 i 15 trumnę wystawiono w budynku KC PZPR (obecnie Giełda Papierów Wartościowych).

14 marca siedziałyśmy z Mirą w „gabinecie marksizmu”. Mira to moja koleżanka z grupy, z którą często wspólnie się uczymy. „Gabinet marksizmu” to mała aula w głównym gmachu Politechniki – rozstawiono w niej długie stoły i krzesła, a na postumencie umieszczono popiersie Lenina, olbrzymie, białe, chyba gipsowe; tu można w wolnym czasie między zajęciami zajmować się czytaniem, nauką lub cichą rozmową.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Moja starsza siostra

Najlepszą wileńską przyjaciółką naszej Babuni była pani Konstancja Krysinielowa. Babunia i pani Konstancja przyjaźniły się od niepamiętnych czasów i nasza rodzina była odwiecznie zaprzyjaźniona z rodziną pani Konstancji, z jej synem Ignacym, a szczególnie z jej dwiema córkami Jadzią i Basią. Często się odwiedzano, pomagano sobie nawzajem w trudnych, wojennych czasach.

Pamiętam ostatnią wizytę w niewielkim, zbudowanym tuż przed wojną, domku na Antokolu. Wizytę tuż przed opuszczeniem Wilna przez rodzinę Krysinielów. Most przez Wilię w kierunku Antokola został uszkodzony w czasie działań wojennych i trzeba było przeprawić się łodzią. Tuż przy przeprawie podszedł do Taty sowiecki żołnierz, zaproponował sprzedanie dwóch puszek „świńskiej tuszonki” – konserwy wieprzowej otrzymywanej przez sowieckich żołnierzy. Puszki nie miały żadnej etykiety, ale któż w czasie wojny zajmowałby się produkcją etykiet, szczególnie dla wojska. „Świńska tuszonka” to świetny prezent, pomyślał Tata – transakcja została dokonana dyskretnie. Jakież było nasze zdumienie, kiedy po otwarciu puszki w domku na Antokolu okazało się, że w jej wnętrzu znajdowało się siano i piasek. Po dokładnych oględzinach tej fatalnej puszki ustalono, że została precyzyjnie wykonana z połączenia dwóch egzemplarzy.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wakacje 1954

Po pierwszym roku studiów studentów Budownictwa Przemysłowego obowiązywały praktyki robotnicze. Dostałam skierowanie na budowę fabryki cementu w Płudach na obrzeżach Warszawy.

Codziennie rano o 6.30, u zbiegu Alej Jerozolimskich i Brackiej, czeka na nas ciężarówka, którą dojeżdżamy na plac budowy. Praktyka trwa jeden miesiąc. Otrzymujemy ubrania robocze – spodnie i kurtka z ponurego szarego drelichu. Wszystkie w jednym rozmiarze, przewidzianym na wysokiego chłopa. Trochę to jakby na mnie za duże, ale po podwinięciu spodni i rękawów wdzianka wygląda się szalenie elegancko, co widoczne jest na zdjęciach. Zostajemy rozdzieleni na małe grupki i co tydzień pracujemy pod opieką mistrza innej specjalności.
Pierwszego tygodnia byłam w trójce murarskiej. Trójka murarska to osiągnięcie organizacji pracy w PRL-u – jedna osoba kładzie zaprawę, druga podaje cegłę, a trzecia starannie ją układa na warstwie zaprawy, na szybko wznoszącej się ścianie. Cała trójka murarska przesuwa się po rusztowaniu, w miarę przyrastania muru. Cegły dowożone są na to rusztowanie taczkami po pochylniach z desek. Mnie przypadło układanie tych cegieł, widać majster dostrzegł we mnie talent murarski obiecujący precyzję wykonania dzieła.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Rozpoczynam studia

Wybór studiów to nie zawsze decyzja o tym, czym będziemy się zajmować przez resztę życia, ale to przede wszystkim decyzja o tym, jakich się będzie miało znajomych i przyjaciół z tego okresu życia. Myślę, że mało kto zdaje sobie z tego sprawę w momencie podejmowania decyzji „co studiować”.

Zastanawiając się nad wyborem studiów, skreśliłam już na wstępie studia humanistyczne, na samą myśl, że musiałabym zdawać jakiś egzamin pisemny… a co z moją ortografią, nie byłam w stanie jej w żaden sposób opanować przez wszystkie poprzednie lata nauki. Pozostało więc rozstrzygnąć – Akademia Sztuk Pięknych czy architektura.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

TPD IX

TPD IX – pierwsza nowo wybudowana szkoła w zburzonej, powojennej Warszawie. Dzieło architektów Józefa Jaszuńskiego i Stanisława Łukaszewicza. Budowę szkoły zakończono w 1949 roku, a w 1951 rozpoczęło działalność liceum. We wrześniu przybyli tu pierwsi uczniowie poprzenoszeni z innych szkól – dziewczyny chyba od Hoffmanowej czy Sempołowskiej, chłopaki chyba od Kołłątaja, znalazły się tu również dzieci z rodzin żydowskich, właśnie przybyłych ze Związku Radzieckiego, no i ja z Łodzi.
Patronem szkoły został Jarosław Dąbrowski – herbu Radwan, przydomek „Żądło”, pseudonim „Łokietek”, generał i naczelny dowódca wojsk Komuny Paryskiej (1871). Na elewacji szkoły, od strony boiska, umieszczono fresk przedstawiający generała na barykadzie. Aktualnie fresk ten już nie istnieje. Zupełnie nie wiem, kiedy go usunięto, chociaż mogłam go oglądać z okien mojego mieszkania.  

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wspomnienie o Dziadku i Babuszce

Na fotografii u góry: wujek Władek, ciocia Wiera, Mama, Tata, poniżej: babuszka China, dziadek Ignacy, dziadek Michał, babcia Wercia

Babuszka China – oschła, surowa, wysoka, szczupła kobieta, ubrana w czarne szaty. Pamiętam długą powyżej kostki spódnicę i czarny rozpinany sweterek ozdobiony z przodu rzędami białych wypukłych prostokącików – bardzo mi się on podobał. Kiedy zbliżała się długim korytarzem, już z daleka słychać było jej pośpieszne kroki, stukot jej czarnych sznurowanych buciczków na wysokim obcasie. Mówiła tylko po rosyjsku, a właściwie rosyjsko-polsku i wymagała, żebyśmy do niej mówili “babuszka”, ale to dzięki niej mam świetne “udarenie”.

Włosy splecione w warkocz nosiła upięte w staranny koczek z tyłu głowy. Jedyną ozdobą były kolczyki, dwa złote talarki połączone misternie wygiętym prostokątnym elementem wypełnionym lazurową emalią ze złotymi gwiazdeczkami. Te kolczyki były prześliczne – był to chyba jedyny babuszkiny skarb. Mówiła, że kiedy już jej nie będzie, to po jednym mają dostać jej wnuczki.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Wielkie zmiany

Księży Młyn

Rok 1950 był rokiem wielu zmian w życiu moim i całej naszej rodziny.
W niedzielę 26 lutego rozstawiłyśmy z Irenką sztalugi w oczekiwaniu na pana Rządlaka i rozpoczęcie kolejnej lekcji rysunku. Pan Rządlak – student Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych − był naszym nauczycielem rysunku już prawie od trzech lat. Lekcje odbywały się systematycznie raz w tygodniu, rysowałyśmy ustawiane przez niego kompozycje, kwiaty w wazonie, portrety, do których cierpliwie pozowali Dziadek, Babuszka, pani Szmidtke… Tego dnia przyszedł spóźniony, rozmawiał cicho z Tatą, domyśliłam się, że to będzie nasza ostatnia z nim lekcja. Zdawało mi się, że nie lubię rysunków ani tego malarza, ale teraz, jak się okazało, że już nie będzie przychodził, zrobiło mi się smutno. Tata jakoś nie chciał nam wyjaśnić, co właściwie się stało.

16 marca przyszło nam się rozstać z panią Schmidtke, odjeżdżała na zawsze do NRD. Była z nami niemal od pierwszych dni naszego przyjazdu do Łodzi. Pomagała Babci w zawiadowaniu naszym domem, bardzo ją wszyscy lubiliśmy. Jej też smutno było rozstawać się z nami i z Łodzią, w której spędziła niemal całe swoje życie.
Nikt wtedy nie myślał, że się jeszcze kiedyś zobaczymy. Indywidualne podróże zagraniczne były wtedy rzeczą niewyobrażalną, niemal całkiem niemożliwą. Przyjechała do Polski po latach, w czasach Gierka, była też w Warszawie, przyszła niezapowiedziana, nie zastała nikogo w domu, ale zostawiła swój adres, więc ją wkrótce odwiedziłam w Bautzen (Budziszynie) – już wtedy istniała możliwość wymiany jakiejś minimalnej ilości złotówek na marki i wyjazdu do NRD.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Rok szkolny 1949/50

Był pogodny wrześniowy dzień. Wracałam po lekcjach do domu drogą przez park. Na ławeczce w parku siedziały moje klasowe koleżanki: Zdzicha, Maryla, Tereska, Basia i Lucyna, była też z nimi Wiesia, koleżanka z innej klasy. Poprosiły, żebym chwilę z nimi została. Nie bardzo wiedziałam po co. Basia i Lucyna po chwili się oddaliły. Maryla z Wiesią wymieniały jakieś porozumiewawcze gesty, mówiły o czymś, czego nie rozumiałam. Wiedziałam, że coś je wszystkie ze sobą łączy. W drodze powrotnej Wiesia zaproponowała, żebym weszła z nią do Zdzichy na parę minut. Weszłam razem z nią i tu Wiesia z bardzo poważną miną powiedziała, że mam dać słowo harcerskie, że nikomu nie powiem o tym, co za chwilę usłyszę. Oczywiście zgodziłam się bez wahania. Wiesia zaproponowała mi wstąpienie do tajnego zastępu harcerskiego. Wobec radykalnych zmian w organizacji harcerskiej, likwidacji drużyn harcerskich przy szkołach ponadpodstawowych powstał w Łodzi tajny hufiec, zaczęły powstawać tajne zastępy i jak się okazało, koleżanki spotkane w parku już właśnie należały do utworzonego przez Wiesię zastępu. Zgodziłam się na tę propozycję bez zastanowienia. Więc nadal będę harcerką.

Czytaj dalej
kartki z pamiętnika

Łódź 1948

Szkoła na Księżym Młynie

Z początkiem roku 48 zostałam przyjęta do harcerstwa. Nareszcie miałam dostateczną ilość lat i spełniło się moje marzenie. W roku tym kończyłam szkołę podstawową. Nie byłam nigdy zbyt pilną uczennicą, ale kolega Brejnakowski był najlepszym uczniem w klasie. Siedział na ostatniej ławce w moim rzędzie i zawsze wszystko wiedział, zawsze się wymądrzał. Nie mogłam tego znieść, więc postanowiłam, że będę od niego lepsza. Kosztowało mnie to trochę trudu, ale wyszło… Skończyłam szkołę z wyróżnieniem jako najmłodsza, najmniejsza i zarazem najlepsza w klasie.

Czytaj dalej
zamknij