Witam na moim blogu!

Krystyna Bukowczyk – dla przyjaciół Kuba. Ten mój blog jest przedsięwzięciem trochę historycznym. To rodzaj pamiętnika. Znajdziesz w nim opowieści o czasach które minęły, wspominam ludzi których już nie ma, o wielkich wydarzeniach, które  przemknęły obok mnie, o chwilach dobrych w czasach złych, o Warszawie z bliskich i dawnych już lat,  ilustrowane archiwalnymi zdjęciami… a też foto-notatki z moich różnych podróży...

 

GALERIA Bukowczyka

obejrzyj GALERIĘ
Bez kategorii

Dzieje powstania jednej niezwykłej książeczki

Mroczne czasy stalinizmu oddaliły się wraz z odejściem z tego świata Josifa Wissarionowicza Stalina (05.03.1953). Niespodziewana śmierć Bolesława Bieruta (18.03.54) w czasie jego wizyty na Kremlu zakończyła w Polsce okres „błędów i wypaczeń”. W świecie kultury następuje przebudzenie, powiew swobody… Na tej fali powstaje w Warszawie Studencki Teatr Satyryków STS – jaskółka wiosny w kulturze.

Jego pierwsze przedstawienie odbyło się 13 maja 1954. Rozwinął się w czasie gomułkowskiej odwilży i wkrótce stał się najbardziej interesującym teatrem Warszawy. Specjalnością STS-u były rewie satyryczne. Jego przedstawienia są radosne, wesołe, a przy tym pokazujące absurdy świata PRL-u. Cieszą się wielkim zainteresowaniem przede wszystkim studenterii i świata artystycznego. Maleńka widownia, w budyneczku przy ul. Świerczewskiego 76 b, (obecnie Al. Solidarności) z trudem mieściła wszystkich miłośników tej sceny.

Read more
Kolorowe cienie

Irenka

Siostrzyczka moja Irenka Biegańska karierę rozpoczęła w Modzie Polskiej. Jeszcze przed otrzymaniem dyplomu łódzkiej uczelni, Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, Jadwiga Grabowska włączyła ją do świeżo powstałego zespołu projektantów utworzonej przez siebie firmy, jedynej takiej w całych „demoludach”.

Praca w Modzie Polskiej była czymś cudownym. Była właściwie jedną wielką przygodą, połączeniem pracy z zabawą. Królestwo kolorowych szmatek, modelki, pokazy mody – krajowe i czasem zagraniczne, podróże do Paryża na przeglądy wiodących francuskich kolekcji haute couture, spotkania z wielkim światem z paryskim haj lajfem, i to w czasach, kiedy podróże zagraniczne dla zwykłego obywatela PRL-u niemal nie istniały.

Read more
kartki z pamiętnika

Jak zostałam samodzielną kierowczynią

Chyba we czwartek, wczesnym popołudniem do galerii, w której pracowałam już prawie od roku, przyszedł Miecio. Przyszedł, bo miał ważną sprawę. Postanowił sprzedać samochód – małego fiata, kupionego przed dwoma laty i którego przy podziale mienia postanowiłam oddać Mieciowi, bo ja zostawałam w większym mieszkaniu niż to dla niego kupione.

Ten nasz samochód, wprawdzie już w dniu zakupu nie najnowszy, był w całkiem dobrym stanie. Niedawno odmalowany osobiście przez braciszka mego Andrzejka na piękny, trochę malinowy kolor, powstały z pomieszania białej farby z resztkami czerwonej (kolor nazwany przeze mnie „biskup w śmietanie”), prezentował się całkiem dobrze.

Read more
kartki z pamiętnika

Porzucam pralnię dla sztuki ludowej

Rozstanie z pralnią należało do rozstań radosnych. Pracowałam w pralni już ponad siedem miesięcy. Dobre zarobki nie rekompensowały jednak beznadziejności tego zajęcia. Na dodatek pojawiły się bóle w przegubach rąk. Ewa Bartuszek, zaprzyjaźniona rehabilitantka, zapisała mnie na wizytę u ortopedy. Diagnoza pani doktor Lisiewicz była prosta:  ̶  Gdzie pani z takimi rękami do pralni – powiedziała, patrząc na moje drobne ręce.

Zaczęły się rozmyślania, czym by tu się zająć, przecież do szkoły już nie wrócę…

Parę dni później, szczęśliwym zdarzeniem losu, odwiedziła nas Elżbieta, żona znajomego Mietka (Miecio wciąż jeszcze nie wyprowadził się z Kopernika do swego już wyremontowanego mieszkania). Elżbieta przyszła zamówić pierścionek. Opowiedziałam o swojej aktualnej sytuacji pracowniczej.

Read more
kartki z pamiętnika

Podziemie pralnicze w podziemiu

Był chyba marzec, a może już kwiecień 1987. Skończył się sezon kożuchowy. W pralni zmniejszył się ruch. Nie potrzebni już byli pomocnicy do farbowania kożuchów. Przestał przychodzić pan Maciek, a pan Kazio wpadał z rzadka, Lila (właścicielka firmy) przyjeżdżała prawie codziennie, ale raczej na krótko i tylko ja musiałam przychodzić codziennie i trwać na posterunku przez osiem godzin. Zbliżała się wiosna i podobno były słoneczne dni. Piszę „podobno”, bo w tej mojej pralni, w piwnicznych izdebkach, nie było nawet promyczka słońca. Nadejście wiosny można było przewidywać po przynoszonej do prania odzieży.

Raczej nie najlepiej znosiłam to osamotnienie. Dni stały się jakieś monotonne i dziwnie rozwleczone.

W piątek Lila przyszła dużo wcześniej niż zwykle. Była lekko podekscytowana. Zasiadła przy biurku, przeglądając jakieś papiery i trochę nerwowo spoglądając co pewien czas na zegarek. Koło jedenastej w drzwiach pralni pojawił się klient. Wysoki mężczyzna z dużą wypchaną torbą. Lila szybko wstała z krzesełka i bez wstępnych słów zaprosiła go na zaplecze.

Read more
kartki z pamiętnika

Znalezione w tekturowym pudle…

W poszukiwaniu jakiegoś dokumentu postanowiłam zajrzeć do tekturowego pudła, zakupionego kiedyś w IKEA, opatrzonego przeze mnie napisem „ARCHIWUM”. W pudle leżały tekturowe teczki z bawełnianymi tasiemkami zawiązanymi na kokardkę. Ukrywały w swych wnętrzach rozmaite dokumenty, wycinki z gazet z Mieciowymi rysunkami, listy od przyjaciół, rysuneczki zaprzyjaźnionych artystów… A na dnie pudełka leżała, częściowo obdarta, zwykła, niegdyś niebieska koperta. W takich kopertach przychodziły listy z urzędów, w takich kopertach wysyłało się listy do znajomych, przechowywało znaczki pocztowe…

We wnętrzu koperty ku mojemu zaskoczeniu znalazłam starannie pocięte fragmenty filmu małoobrazkowego. Na długich odcinkach filmu znajdowały się zdjęcia drewnianych Mieciowych rzeźb sprzedanych niegdyś w sklepie Desy oferującym wyroby artystyczne. Niektórych rzeźb zupełnie nie pamiętałam.

Read more
kartki z pamiętnika

Moje życie pralnicze

Zimy w Polsce dawniejszymi czasy były długie i mroźne, toteż najważniejszą rzeczą w każdej szafie były ciepłe swetry i różnego rodzaju zimowe okrycia wierzchnie. Palta na watolinie, pelisy podbijane futrem, futra od najtańszych z królików po bardziej wytworne z norek, lisów czy szynszyli. W latach 60-70. ubiegłego stulecia modnym okryciem zimowym stały się kożuchy. Spod strzechy przeniosły się na salony.

Pralnia, w której rozpoczęłam pracę, w dużej mierze specjalizowała się w praniu kożuchów i przywracaniu im nadszarpniętego upływem czasu wyglądu. Listopad i grudzień były miesiącami najintensywniejszego ruchu. Na wieszakach zwisały kożuchy duże i maleńkie, krajowe i zagraniczne. Można było tu obejrzeć cały przegląd mody kożuchowej. Krótkie, eleganckie kożuszki włoskie, kolorowe, z szalowym puszystym kołnierzem, zawiązywane paskiem w talii. Znacznie solidniejsze kożuszki bułgarskie, beżowe, brązowe, lekkie, starannie wykończone. Wreszcie nasze polskie – duże, solidne, najcięższe, najczęściej w rdzawym odcieniu brązu, przywożone z Sokołowa czy z Podhala. Kożuchy pochodzące z gór były często zdobione kolorowym haftem.

Read more
kartki z pamiętnika

I przyszedł czas rozstania

Był rok 1985. Nasze drogi z Mietkiem rozeszły się. Szybki rozwód za porozumieniem stron. Bukiecik żółtych róż. To chyba były jedne kwiaty, jakie kiedykolwiek od Miecia dostałam. Spotkanie w kawiarence z moją przyjaciółką Hanią i jej mężem Andrzejem…

Zaczęło się nerwowe poszukiwanie mieszkania dla Miecia i gwałtowne zbieranie pieniędzy na ten zakup. Pomysłu sprzedania naszego mieszkania na Kopernika, na moje szczęście, nie dawało się zrealizować. Nie było chętnych na piąte piętro bez windy, i to w starym budownictwie.

Read more
kartki z pamiętnika

Wspomnienia z srebrniczej pracowni

Srebrny interes rozwijał się bardzo dobrze. Niezbędne oprzyrządowanie zostało zakupione na kredyt z Banku Rzemiosła. Miecio nabierał doświadczenia w pracy w tym nowym dla niego materiale. Powstawały coraz bardziej precyzyjne dziełka, nowe, oryginalne formy.

Produkcja biżuterii wymagała posiadania odpowiednich surowców – srebra, kamieni… Mając już zarejestrowaną puncę, srebro można było kupować oficjalnie w ilościach udokumentowanych zużyciem na oficjalnie sprzedawane wyroby. Srebro w postaci łyżeczek i najrozmaitsze korale i koraliki można było czasem kupić na niedzielnych bazarkach. Chodziliśmy więc w niedzielne poranki i przedpołudnia w poszukiwaniu surowców na „Wolumen”, tak nazywano bazar na Bielanach mieszczący się przy ulicy Wolumen. Sprzedawano tu płyty gramofonowe, sprzęt elektroniczny i były tu także starocie.

Read more
samolot aerofłotu
kartki z pamiętnika

Przeprawa z wyprawą do Indii i Singapuru

Stan wojenny, a potem okres rządów Jaruzela zburzyły całe nasze dotychczasowe życie. Zamknięcie redakcji, likwidacja miesięcznika „Nasz Klub” zmusiły Miecia do zmiany zawodu. Miecio przestał rysować, teraz robił biżuterię. Powstawały misterne, unikatowe dziełka, przyjmowane chętnie przez galerie, znajdujące nabywców, ale ta praca zamknęła go w domu. Nie musiał wychodzić do redakcji, nie miał teraz żadnych stałych obowiązków. Praca szła mu nieźle, ale te stałe przebywanie w domu rodziło rozmaite nieprzewidywalne konflikty.

Dla mnie skończyło się pisanie moich wywiadów, wymyślanie nowych edukacyjnych czy instruktażowych artykułów, robienia tego, co dawało mi satysfakcję. Dziennikarstwo zamieniłam na akwizycję Mieciowych wyrobów, na prowadzenie dokumentacji, wizyty w urzędzie probierczym, załatwianie zezwoleń, rozliczeń, najrozmaitszych formalności. Ze względu na problemy z nadwerężonymi strunami głosowymi musiałam ograniczyć pracę w szkole. Pociągnęło to za sobą zmniejszenie wysokości otrzymywanego wynagrodzenia.

Read more
Close