Wspaniały czas mojej pracy w Domu Handlowym Nauki zakończył się niespodziewanie. Nowy dyrektor firmy mieszkał w Poznaniu i przeniósł do Poznania dział reklamy. W tej sytuacji zdecydowałam się rozpocząć samodzielną działalność. Wykorzystać wszystkie doświadczenia i umiejętności zdobyte w DHN-ie.

Zarejestrowałam jednoosobową firmę – Agencję Reklamową. Kiedy zastanawiałam się nad nazwą tej agencji, mój braciszek powiedział: „Przecież nazwę już masz – Agencja Reklamowa KUBA”. Kuba, bo tak mnie nazywano od czasu, kiedy na jakimś studenckim obozie otrzymałam ksywkę „Puchatek”.

Kupiłam komputer i drukarkę, wydrukowałam wizytówki. Wyposażyłam mój komputer w zakupiony w promocji zestaw programów Corela i douczałam się pracowicie ich obsługi.

Kiedy moja przyjaciółka Krysia Karwicka dowiedziała się, że coś robię w Corelu, zaproponowała, żebym poprowadziła kurs Corela w Fundacji Niepełnosprawnych Matematyków i Informatyków. Krysia działała w tej fundacji i właśnie załatwiła dla niej w darze 10 komputerów od firmy Dell, a od Corela 10 pakietów najnowszej wersji programu. Pomyślałam, że poprowadzenie kursu będzie dla mnie najlepszym sposobem nauczenia się tego programu. Nie wiedząc jednak, jak sobie z tym poradzę, podjęłam się tego zadania jako wolontariuszka.

Kurs przewidywał 40 godzin zajęć z uczestnikami. Nie było jeszcze wtedy żadnego podręcznika czy zeszytu z ćwiczeniami, nie było żadnych oficjalnych kursów. Nie istniały jeszcze internetowe fora, gdzie można by było poszukiwać wsparcia, bo i internet nie był jeszcze zbytnio dostępny. Jedynym źródłem wiedzy, z jakiego mogłam korzystać, była dość gruba książka z instrukcją obsługi. Przygotowanie takiej jednej godziny dla kursantów to było na ogół dobre parę godzin mojej pracy. Przeczytanie fragmentu instrukcji, wymyślenie ćwiczenia dla kursantów. Staranne wykonanie tego ćwiczenia, wydrukowanie na drukarce, a na zakończenie zrobienie odbitek ksero. Rysunki były w skali szarości, bo przecież nie było jeszcze drukarek kolorowych, a i ksero kolorowe jeszcze nie istniało. Zadaniem kursantów było wykonanie na komputerze, pod moją opieką, takiego rysunku, jaki był na wręczonym wzorze.

Przygotowany przeze mnie kurs bardzo się wszystkim podobał. Otrzymałam podziękowania i zlecenie na poprowadzenie drugiej edycji, tym razem za całkiem dobre wynagrodzenie.  

Moją pierwszą klientelą były instytuty naukowe – przygotowywanie do druku publikacji, materiałów konferencyjnych, folderów, plakatów. Wkrótce rozpoczęłam współpracę z firmą „Welet”, producentem ekskluzywnej stolarki okiennej.

Z firmą „Welet” współpracowałam jeszcze w czasach DHN-u. Dział reklamy otrzymywał zlecenia na wydruki ksero i na oprawę katalogów. Kiedy przyszłam powiedzieć, że już w DHN-ie nie pracuję, pani sekretarka wyraziła żal, że się rozstajemy. Powiedziała, że otrzymała polecenie dyrektora – znalezienie firmy reklamowej do stałej współpracy. Firm było dużo, wszystkie niedawno powstały, wszystkie miały starannie wymyślone zagraniczne nazwy i nie wiedziała, czym tu się kierować. Pomyślała, że zatrudni firmę polską, i znalazła: Agencję Reklamową KUBA. Jakież było jej zdumienie, kiedy dowiedziała się, że KUBA to ja.

Dla „Weleta” robiłam cenniki, eleganckie katalogi, reklamę prasową, przygotowywałam stoiska na targach.

Wyspecjalizowałam się w przygotowywaniu książek do druku. Corelową Venturę zastąpił QuarkXPress. Więc uczyłam się Quarka. Program był dla mnie jakiś niesympatyczny i okropnie drogi. Kupowały go duże firmy. Na moje szczęście firma Adobe wprowadziła na rynek nowy program do składu komputerowego – InDesign, nazwany zabójcą Quarka. Program był powiązany z Photoshopem do obróbki zdjęć i Ilustratorem do grafiki wektorowej, czyli rysunków robionych kreską, i był zdecydowanie tańszy od Quarka. Kupiłam pakiet Adobe. Teraz nauka była łatwiejsza. Firma wydawnicza Helion rozpoczęła sprzedaż podręczników do tych programów. Do każdego podręcznika dołączona była płytka CD z ćwiczeniami. Przerabiałam starannie ćwiczenia.

W którymś momencie dotarła do mnie informacja, że miniprzedsiębiorcy mogą się ubiegać o udział w kursach opłacanych z pieniędzy unijnych. Więc się „ubiegłam” i zostałam zakwalifikowana do udziału w kursie Ilustratora, a później reklamy komputerowej.

Zaczęły się do mnie zgłaszać zaprzyjaźnione osoby z prośbą o wydanie tomiku wierszy, zbiorku paru opowiadań czy książki beletrystycznej własnego autorstwa. Książki wydanej w niewielkim nakładzie, którą chcą zademonstrować przyjaciołom, pokazać na razie niewielkiemu gronu.

Moja agencja reklamowa poszerzyła się o wydawnictwo. Zarejestrowałam Oficynę Wydawniczą KUBA. Wydawane przeze mnie książki otrzymywały numery ISBN.

Chyba pierwszą książką, która ukazała się w Oficynie KUBA, było wydane w 2002 roku Bractwo Słońca – powieść sensacyjna autora piszącego pod pseudonimem Bart Kenozza.

Książki Barta Kenozzy znajdziesz w formie ebooków na Legimi,
w wersji papierowej na allegro [krista_777]

W tym roku mija dwadzieścia lat od wydania tej pierwszej książki. Przez te dwadzieścia lat ukazało się w mojej oficynie chyba 60 książek prywatnych zleceniodawców w moim opracowaniu graficznym i w większości z moimi projektami okładek. Ponadto na zlecenia WSZECHNICY POLSKIEJ Szkoły Wyższej w Warszawie przygotowywałam książki autorstwa wykładowców tej szkoły. Książki często bogato ilustrowane wykresami i rycinami, które trzeba było rysować od nowa.

Przez te 20 lat ujrzało światło dzienne prawie 150 książek całkowicie przygotowanych do druku przeze mnie. 150 przez 20 lat to niby nie tak wiele jak na wydawnictwo, ale ja wszystko robiłam sama. Moja OFICYNA to byłam tylko JA.

Przygotowywanie książek do druku, tak jak i zajmowanie się grafiką komputerową to nie były i nie są nadal umiejętności raz nabyte i wystarczające na zawsze, tak jak było to niegdyś w wyuczaniu się zawodu. Technologie komputerowe rozwijają się szybko, rozwijają się pomysły informatyków, programy komputerowe bez przerwy ewoluują. Kiedy rozpoczynałam moją karierę wydawniczą, na komputerze robiłam tylko skład, wędrowałam do pana Krzysia pracującego w firmie graficznej, posiadającej skaner, żeby zrobił dla mnie skany obrazków. Kiedy już całość miałam przygotowaną na komputerze i przegraną na dyskietki (kto dzisiaj pamięta, co to były dyskietki), znowu wędrowałam do pana pan Krzysia, by mi wykonał klisze do drukarni. Otrzymane klisze musiałam już samodzielnie do drukarni dostarczać.

Kiedy już się stałam szczęśliwą nabywczynią pakietu programów Adobe, powoli coraz bardziej zaczęłam się oddalać od mojego ulubionego Corela. Chociaż to w nim powstały moje największe wymiarowo dzieła graficzne: Atlas punktów akupunktury – cztery duże plansze do powieszenia na ścianę i mapa Gminy Bukowina z rysowanymi w Corelu precyzyjnymi miniaturkami zabytków oraz umieszczonymi na jej odwrocie reklamami sponsorów. No cóż, zestaw Adobe był całkowicie samowystarczalny, a Corel nie był z nim za bardzo kompatybilny.

Teraz siedzę sobie przy moim komputerze, obok stoi mój skaner. Całość przygotowuję na komputerze, zapisuję w formacie PDF i wysyłam mailem do drukarni. Drukarnia ewentualne uwagi przesyła mailowo. Wydrukowaną książkę wysyła kurierem do mojego zleceniodawcy. I tak ja nie mam nawet powodu do wyjścia z domu choćby na chwilę.

Przez te lata działania mojej oficyny ciągle musiałam się czegoś douczać, kupować nowe wersje programów, co pewien czas kupować nowy komputer czy nową drukarkę, płytki CD, które też już w większości należą do przeszłości, potem pendrive, zewnętrzne dyski. A teraz wszystko można mieć w chmurze. Jednego tylko sobie nie mogę wyobrazić: co by się stało, gdyby zabrakło internetu.

W tym dwudziestoleciu w Oficynie KUBA ukazały się kolejne powieści sensacyjno-kryminalne Barta Kenozzy. Obecnie jest ich już sześć. W formie papierowej wyszły w bardzo niewielkim nakładzie, ale przygotowałam też z nich ebooki w formatach EPUB, MOBI i PDF. Miłośnicy tej kategorii, którzy dotychczas je przeczytali, czekają na kolejne książki tego autora.

Wszystkie książki Barta Kenozzy w postaci ebooków są do przeczytania lub do kupienia na Legimi.

W wersji papierowej można je kupić tylko na Allegro (moje prywatne/autorskie egzemplarze pod nickiem „krista_777”). Na Legimi są również moje Opowiastki szare i kolorowe, ale tylko w formacie PDF. Ich wersja papierowa jest też na Allegro.