Referat Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR i niespodziewana śmierć Bieruta zachwiały monolitem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nastąpił rozłam, w jednomyślnej dotąd partii zaczyna się walka o władzę. Natolińczycy – odłam konserwatywny, kontra Puławianie – odłam liberalny, dążący do zmian, do spełnienia oczekiwań społecznych. Na odbywającym się w marcu VI Plenum Komitetu Centralnego następcą Bieruta ustalono Edwarda Ochaba – człowieka neutralnego, tolerowanego przez obydwa ugrupowania.

Kończy się „okres błędów i wypaczeń”. W kwietniu ogłoszono amnestię, tysiące więźniów politycznych opuszcza więzienia, do początku czerwca zwolniono dwadzieścia osiem tysięcy. Następują poważne zmiany kadrowe we władzach partii. Złagodzono cenzurę. Niestety sytuacja gospodarcza kraju jest bardzo zła. Sukcesy planu sześcioletniego (1950–1955), zwanego oficjalnie planem „budowy podstaw socjalizmu”, doprowadziły do znacznego zubożenia społeczeństwa. Plan sześcioletni, budowany na sowieckich wzorach, miał na celu szybką industrializację kraju – a przede wszystkim rozwój przemysłu ciężkiego. Powstawały huty, zakłady metalurgiczne, fabryki… Ludność ze wsi przenosiła się tłumnie do miast. Realizacja tych wszystkich szalonych inwestycji wymaga coraz większych wyrzeczeń od robotników, rosną normy, rosną podatki, rosną ceny, brakuje mieszkań…

Pierwszym wielkim protestem robotniczym był poznański strajk w Zakładach im. Stalina, czyli przedwojennej fabryce Cegielskiego. Strajk rozpoczął się 28 czerwca. Pod hasłami „Chleba i wolności” wyszli na ulice robotnicy Cegielskiego, dołączyli do nich robotnicy z innych fabryk. Wczesnym rankiem wyruszył pochód w kierunku Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Na czele pochodu szły kobiety, w szarych ponurych roboczych ubraniach, za nimi maszerowali mężczyźni. Na ulicach słychać było wznoszone okrzyki i głuchy stukot drewniaków o bruk (w owym czasie drewniaki były obuwiem roboczym). Pod budynkami Komitetu i Miejskiej Rady Narodowej zebrał się kilkudziesięciotysięczny tłum. Demonstranci wtargnęli do środka, poleciały przez okna czerwone sztandary. Rozeszła się plotka o aresztowaniu delegatów prowadzących negocjacje w Warszawie. Manifestanci wtargnęli do więzienia, uwolniono ponad 250 więźniów, zabrano broń z więziennej zbrojowni…

Poznań 1956 strajk robotników Cegielskiego (fot. Internet)

Decyzją z Warszawy pacyfikacją strajkujących zajęło się wojsko i jednostka Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW). Zginęło około 75 osób, kilkaset znalazło się w szpitalach. Władze starały się bardzo, by nie nadać sprawie rozgłosu.

Wydarzenia poznańskie pogłębiły rozłam w PZPR, zdawano sobie sprawę, że reformy stają się konieczne. Mężem opatrznościowym miał stać się Władysław Gomułka. To jego ustanowiło pierwszym sekretarzem VIII Plenum Komitetu Centralnego rozpoczynające swe obrady 19 października. Na te obrady zjechał do Warszawy sam Nikita Chruszczow, w towarzystwie Wiaczesława Mołotowa i marszałka Iwana Koniewa. Przybyli w obawie, że Polska może oderwać się od bloku sowieckiego.

Obradom VIII plenum towarzyszyła napięta atmosfera, odbywały się wiece robotnicze i studenckie popierające Gomułkę. Największe były w Fabryce Samochodów na Żeraniu i na Politechnice Warszawskiej. Pamiętam, jak z placu pod Politechniką milicja usiłowała rozganiać gromadzących się studentów.

Władysław Gomułka (1905-1982), z zawodu ślusarz, edukację ukończył w wieku 12 lat. W 1926 roku został członkiem KPP (Komunistycznej Partii Polski), na początku lat trzydziestych znalazł się w Moskwie, tam przeszedł kursy partyjne w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej. Po powrocie do kraju został zawodowym funkcjonariuszem partyjnym. W 1936 aresztowany i skazany na 4,5 roku więzienia za „przygotowywanie zbrodni stanu”. Więzienie to uratowało go zapewne przed losem kapepowców, którzy znaleźli się w ZSRR i których wymordowano, wsadzano do łagrów, pozostawiając tylko garstkę „wiernych towarzyszy”. Wybuch II wojny uwolnił go z więzienia, podjął działania w konspiracji. 

Jesienią 1943 objął kierownictwo Polskiej Partii Robotniczej tworzonej w Polsce na rozkaz Stalina, jednak po wojnie nastąpił konflikt z Bierutem – wysłańcem Stalina. W 1948 roku w ramach utwierdzania władzy ZSRR nad krajami od niego zależnymi usunięto go z partii i uwięziono. Na wolność wyszedł w 1954 na fali destalinizacji i teraz w 1956 ponownie do partii przyjęty, 21 października zostaje mianowany pierwszym sekretarzem, stając się faktycznym przywódcą państwa. Przemówienie wygłoszone 24 października w Warszawie z trybuny na placu Defilad zaczynające się słowami „Towarzysze! Obywatele! Ludu pracujący stolicy!” było entuzjastycznie przyjęte przez zgromadzony tłum. Zrodziła się nadzieja na normalność, na lepszą przyszłość, tłumy wiwatowały na jego cześć, skandowano „Wiesław, Wiesław”.

Rozpoczęły się dyskusje nad wprowadzeniem reform…

15 listopada Gomułka na czele polskiej delegacji udał się do Moskwy. Celem wizyty było ustalenie stosunków polsko-radzieckich w nowej sytuacji dziejowej. Jednym z osiągnięć tego spotkania było uzgodnienie zasad kolejnej repatriacji Polaków znajdujących się na terenie Związku Radzieckiego. Prawo wyjazdu do Polski mogli otrzymać ludzie mogący udowodnić swoje obywatelstwo polskie sprzed roku 1939.

W ramach tej repatriacji przyjechał do Warszawy nasz wuj Janek Mizik z żoną Władzią.

Wuj Janek – zakała rodziny, brat cioci Jadzi i cioci Heli – był komunistą. Przed wojną wstąpił w szeregi KPP i jeszcze przed wojną, jako wielki entuzjasta Republiki Rad, pojechał wraz żoną do Moskwy. Miał zamiar tam, na miejscu, wspomagać budowę komunizmu na świecie. Niestety towarzysze radzieccy nie mieli zbytniego zaufania do polskich towarzyszy. Wuj uniknął rozstrzelania, ale udał się na „odnowę biologiczną i moralną” w łagrze. Prawdopodobnie został objęty amnestią ogłoszoną przez Stalina po podpisaniu porozumienia Sikorski-Majski – amnestii, na mocy której zwolniono z więzień i łagrów Polaków, i mieli oni możliwość wstąpienia do armii Andersa, a później Berlinga.

Wujek Janek przed wojną.
Znalazłam info o wujku Janku
 “Польские заключенные воркутинских лагерей”
Więźniowie polscy w łagrze w Workucie

Wuj, po zwolnieniu z odsiadki, otrzymał pozwolenie zamieszkania (a raczej polecenie zamieszkania) w jakimś prowincjonalnym miasteczku, z zakazem przemieszczania się po kraju. Nie wyruszył do armii Andersa ani później Berlinga. Zamieszkał wraz z żoną w byle jakim miasteczku i zajmował się certyfikowaniem odważników do wag sklepowych. Żyli raczej w nędzy, chyba już nie licząc na powrót do Polski. Ciocia Jadzia w okresie powojennym wysyłała im niekiedy paczki z mąką i cebulą.

Pewnego popołudnia zadzwonił dzwonek do drzwi, Andrzejek otworzył. W drzwiach stał dość wysoki, szczupły mężczyzna, w długim szarym płaszczu i czarnych oficerkach. „Czy tu mieszka Weronika Rabczenko?” – zapytał. „Babciu, ktoś do ciebie”. Babcia wyszła z kuchni, spojrzała i prawie zemdlała.

Wuj został zrehabilitowany po śmierci Stalina i dlatego gdy zaczęła się repatriacja, mógł przyjechać do Polski. Jako zasłużony działacz KPP otrzymał niewielkie mieszkanie w Warszawie w domu przy ulicy Armii Ludowej, talon na zakup radioodbiornika „Pionier” i zaszczytne miejsce na pierwszomajowych trybunach. Wyjeżdżając z Rosji, sprzedali cały swój dobytek i za uzyskane pieniądze wuj nabył swój strój reprezentacyjny – granatową kurteczkę ze stójką, zapinaną do góry na guziki, granatowe bryczesy, te czarne oficerki i płaszcz. Ciotka Władzia została wyposażona w sukienki przez ciocię Jadzię.

Babcia ucieszyła się z powrotu wujostwa, ucieszyli się też rodzice, ale jak się wkrótce okazało, nie można ich było zapraszać na spotkania z naszymi wileńskimi przyjaciółmi. Wuj przy lada okazji wygłaszał pogadanki ideologiczne. Poważnie i podniesionym głosem, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt głosił wyższość Związku Radzieckiego chyba nad wszystkim na świecie. Ciotka siedziała w milczeniu. Nigdy wuj nie opowiadał o tym swoim pobycie w Kraju Rad, a wujkowa żona na pytania Babci jedynie machała ręką i mówiła „a niech to wszystko spali się”.

Ta gomułkowska odwilż nie trwała długo, bo już 2 października 1957 nastąpiło zamknięcie czołowego pisma reformatorów „Po prostu”, a demonstrację zorganizowaną w jego obronie rozpędziła milicja. Po woli powracano do jedynie słusznej drogi budowania socjalizmu. Ludzie czuli się zawiedzeni. Zawiedziona była też nasza rodzina, no tylko z wyjątkiem wuja.