Praca Irenki w „Modzie Polskiej” stała się realizacją naszych wspólnych dziecięcych zabaw w lalki papierowe. Te papierowe ubranka rysowane dla naszych papierowych laleczek, wycinane misternie nożyczkami, mogły teraz przemienić się w prawdziwe kreacje, przystrajające piękne dziewczyny…

Studia mojej siostrzyczki Irenki powoli dobiegły końca. Wyprowadziła się z akademika w Łodzi, powróciła do Warszawy i zaczęła myśleć o rozpoczęciu pracy w wyuczonym zawodzie.

Na rogu Tamki i Kopernika, niemal tuż koło naszego domu, stanął niedawno nowy na owe czasy wspaniały wysokościowiec, może nawet pierwszy w Warszawie. Nowoczesny, wyposażony w jeszcze prawie nieznane domofony. Pamiętam zachwyt Jasia Himilsbacha: „Ty, tam nawet nie musisz jechać na siódme piętro, dzwonisz z dołu i mówią, że nie ma nikogo w domu”. Cały parter tego wspaniałego budynku zajęły pracownie „Mody Polskiej”.

Wyruszyła więc Irenka nieśmiało dowiedzieć się, czyby nie zechciano jej tam zatrudnić. Pani Jadwiga Grabowska właśnie kompletowała zespół projektantów. Przyjrzała się Irence uważnie i po niezbyt długiej rozmowie przyjęła ją na staż. Tak rozpoczęła się przygoda Irenki z „Modą Polską”. Przygoda wspaniała, barwna, pełna niespodzianek. Praca w niewielkim zespole starannie dobranych przez panią Grabowską projektantów, ludzi zaprzyjaźnionych, pełnych inwencji i humoru.

„Moda Polska”, dzieło Jadwigi Grabowskiej powstałe w czasie gomułkowskiej odwilży, była firmą absolutnie wyjątkową nie tylko w PRL-u, ale i w całych demoludach, „ze Związkiem Radzieckim na czele”. Jadwiga Grabowska, osoba niezwykła, dama w wielkim stylu, potrafiła realizować swoje ambitne zamierzenia bez względu na przeciwności losu. Potrafiła przekonać PRL-owskich urzędników, że świat pracy potrzebuje piękna, że kobiety w socjalistycznej, cudownej ojczyźnie powinny być dobrze ubrane. Przekonane też o tym były zapewne żony PRL-owskich dygnitarzy zamawiające reprezentacyjne stroje pod okiem pani Grabowskiej. Bywała w „Modzie Polskiej” osobiście sama pani Zofia Gomułkowa. 

Żeby polska elegancja mogła być zauważana na świecie, trzeba było być na bieżąco z tym, co się w eleganckim świecie dzieje. A więc dwa razy do roku wyjeżdżała pani Jadwiga z którymś z projektantów do Paryża, na pokazy kolekcji letnich i zimowych haute couture najlepszych paryskich firm, a także po zakupy tkanin i dodatków do przygotowywanej po powrocie do Warszawy kolekcji wiodącej. Decyzją najwyższych władz „Moda Polska” otrzymywała dewizy na te wyjazdy i zakupy, miała też prawo rezerwować w polskich zakładach najlepsze partie tkanin.

Te kolekcje wiodące, często tworzone w ciągu dwóch tygodni, miały być wskazówką dla państwowego przemysłu. W czasach, kiedy nie docierały do Polski zagraniczne żurnale, czasopisma modowe, pokaz był takim żywym żurnalem. Te kolekcje prezentowane były w kraju i za jego granicami.

W roku 1964 Irenka otrzymała dyplom Wydziału Projektowania Odzieży w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi i teraz już została pracownikiem pełnoetatowym. Zaczęła więc uczestniczyć w niektórych wyjazdach zagranicznych. Bywała na pokazach paryskich, gdzie mogła oglądać francuskie kolekcje, jeździła też na prezentacje kolekcji „Mody Polskiej” do krajów „naszego bloku”. Te podróże zagraniczne, możliwość oglądania, chociaż przez chwilę, innego świata w czasach „żelaznej kurtyny”, paszportów przechowywanych w biurze paszportowym, problemów z uzyskaniem jakiejkolwiek wizy, niewymienności złotówki, to było coś, czego można było zazdrościć. Praca w modzie, możliwość dotykania pięknych tkanin, projektowania kolekcji, przygotowywania oszałamiających pokazów, przebywanie w kręgu modelek, fotografów, fotoreporterów to był kolorowy, bajkowy pejzaż na tle szarości socjalistycznego świata.

Miewałam i ja niekiedy pożytki z tej pracy Irenki.

Pierwszy raz w życiu jadłam granaty przywiezione przez Irenkę z bazaru w Soczi czy Erewaniu. Czasem dostawałam zagraniczne upominki. Czasem za pośrednictwem Irenki kupowałam po przecenie sukienkę z pokazu albo modowy krawiec, na prywatne zlecenie Irenki, szył mi płaszczyk. Czasem Irenka odsprzedawała mi ubranka, które jej się znudziły lub które przynosili do „Mody” zaprzyjaźnieni dostawcy – zbieracze pięknych chust ludowych czy szczęściary otrzymujące paczki z Ameryki. Kiedy przyszłam do szkoły w sukience z biało-czarnego tweedu zapinanej z przodu na długi zamek, z pięknym, fantazyjnym kołnierzykiem z czarnego rypsu, przyjrzała mi się krytycznie koleżanka Borowczyk (odziana w garsonkę z niebieskawej krempliny) i powiedziała z przekąsem: „Krysia, ty chyba wszystkie pieniądze wydajesz na ciuchy”. Koleżanka Borowczyk, moje przeciwieństwo mimo podobieństwa nazwisk, często nauczała tych samych przedmiotów co ja i zawsze przyglądała mi się z pewną dezaprobatą, a może drobną zawiścią.

Sławek Biegański, jako wzięty fotograf mody i reporter rozmaitych wydarzeń państwowych, otrzymał od Związku Fotografików pracownię – niewielkie pomieszczenie w suterynie na ulicy Długiej. Irenka dołożyła wszelkich starań, by przekształcić to miniatelier w oryginalne, ich wspólne minimieszkanie. 17 sierpnia 1965 Irenka wzięła ślub ze Sławkiem Biegańskim. Ślub to był nieco szalony, tak jak całe toczące się wokół Irenki życie. Ślub wymyślono w Kazimierzu na Wisłą, oprócz pary młodej uczestniczyło w nim tylko dwóch świadków – nasz brat Andrzejek i jego przyjaciel Olek Sosnowski.

Zdjęcia znalezione w sieci

Z Warszawy o poranku wyruszyły dwa skutery – Andrzejkowa nowo kupiona używana Lambretta i druga chyba Sławka. Dwa te pojazdy, prowadzone przez świadków ślubu, dowiozły, z lekkim opóźnieniem, państwa młodych do Urzędu Stanu Cywilnego. Pogoda była marna, momentami padał deszcz, całkowitej marnacji uległa piękna róża z bladoróżowego jedwabiu, którą otrzymała ode mnie Irenka do przyozdobienia ślubnej kreacji.

Przyjęcie weselne dla niewielkiej liczby przyjaciół miało się odbyć w mieszkanku na Długiej. Jakież było zaskoczenie przybyłych gości, kiedy okazało się, że z powodu ogromnego deszczu, który spadł dnia tego na Warszawę, w suterenie było niemal po kolana wody. Na szczęście udało się wodę uprzątnąć przed przybyciem nowożeńców. I tak Irenka Rabczenko z dniem 17 sierpnia 1965 rozpoczęła dalszą karierę modową i artystyczną jako Irena Biegańska.