Zakończyłam moje meksykańskie opowiastki o podróży po Jukatanie i przez prawie dwa tygodnie pracowałam nad przygotowaniem do druku albumiku rysunków satyrycznych Mietka Bukowczyka.

Ten album zatytułowany „Rysuneczki” miałam już dawno wymyślony, ale realizacja jego była mocno pracochłonna. Rysunki, które znalazły się w albumie, powstały w latach 1959–1982. Pozbierane z wycinków prasowych, z katalogów wystaw, wydobyte ze starannie zawiązanych teczek w większości wymagały odrestaurowania.

Mietek dużo rysował na zamówienia. Współpracował z wieloma redakcjami. Robił ilustracje do opowiadań, przeważnie kryminalnych. Inne rysunki powstały po prostu z jego potrzeby rysowania, w deszczowe lub zimowe wieczory, kiedy nie było jakichś specjalnych prac do wykonania. W większości rysowane piórkiem, niezmiernie precyzyjne, ogromnie pracochłonne.

Przypadek zrządził, że w jakiejś gazecie wyczytałam informację o moskiewskiej wystawie, pod szumnym tytułem „Satyra w walce o pokój”. Miecio przygotował jakieś prace, piszę jakieś, bo absolutnie ich nie pamiętam. Prace zostały wysłane i tu niespodziewany sukces – złoty medal.

Od czasu tego moskiewskiego sukcesu skoncentrował się Miecio głównie na rysunku satyrycznym. Zamieszczał te rysuneczki w wielu czasopismach. Jego prace były prezentowane na wystawach krajowych i w zagranicznych salonach humoru. W wykonaniu Mietka był to humor czarny, lubił wymyślać różne makabreski. Był fanem Rolanda Topora. Kartki papieru zapełniali przeważnie smutni faceci uwikłani w niewesołe, często surrealistyczne historie. Niekiedy pojawiały się, też dość ponure, baby…

Niestety, w tamtych czasach rysunki wysyłane do redakcji czy na wystawy raczej rzadko wracały do autora. Otrzymywało się, i to nie zawsze, katalog wystawy czy egzemplarz czasopisma z zamieszczonym obrazkiem. Nie przygotowywało się portfolio. Nie robiło się przed wysłaniem odbitek ksero do archiwum. Nawet taki pomysł nie przychodził do głowy, bo i kserografów nie było w Warszawie. Jedyny znany mi gdzieś na Mokotowie kopiował tylko pisma do urzędów.

Rysunki umieszczone w albumie to jedynie część Mieciowej twórczości rysunkowej, przerwanej definitywnie ogłoszeniem stanu wojennego. Reszta rozproszyła się gdzieś po świecie. Albumik, w małym nakładzie, niedługo opuści drukarnię. Przygotuję go też w postaci elektronicznej w formacie PDF. Wiele tych rysunków prezentowałam już na blogu, ale jak któregoś dnia zniknie z sieci mój blog, to i one tam istnieć przestaną. W formie papierowej lub ebookowej mają szansę pozostać na dłużej.