
Podziemie pralnicze w podziemiu
Był chyba marzec, a może już kwiecień 1987. Skończył się sezon kożuchowy. W pralni zmniejszył się ruch. Nie potrzebni już byli pomocnicy do farbowania kożuchów. Przestał przychodzić pan Maciek, a pan Kazio wpadał z rzadka, Lila (właścicielka firmy) przyjeżdżała prawie codziennie, ale raczej na krótko i tylko ja musiałam przychodzić codziennie…









